podróże przez czas, przestrzeń i myślnię.
Kategorie: Wszystkie | DK | Dryfuję ku abstrakcji | Kultura | Myśli obce | Patrzę, myślę, piszę
RSS

Dryfuję ku abstrakcji

sobota, 15 października 2011

Zima, śnieg, mróz. Cisza typowa dla tej pory roku, śnieg idealnie wygłusza. Mała stacja kolejowa otoczona lasem. Spacer wzdłuż peronu. Śnieg skrzypi, jest idealnie spokojnie. Pamiętam budynek stacyjki, jest po prawo. A na wprost tylko tory tonące w śniegu, tonące w lesie. Na peronie płaszcze wojskowe. Na śniegu słychać wojskowe wysokie buty. Nie wiem skąd, ale wiem, że jest wojna, tak jakby ta ostatnia duża. Ale w pewnym sensie tutaj nie dotarła, zimowa cisza jest taka spokojna i uspokajająca. Wisi nad nami widmo terroru, ale tylko nad nami, a nie nad krajobrazem, nad tą stacyjką. Pewne rzeczy nigdy się nie zmienią, i tak ta stacyjka zawsze będzie tak samo wyglądać, lód zawsze będzie tak skrzypiał pod nogami a śnieg zawsze będzie tak samo zimny i mokry.

niedziela, 18 września 2011

Chyba wiem, co będzie dalej. Ale szczegółów nie jestem pewny.

The darker it gets, the stronger I am. And emptier. A Marlow zbliża się do Kurtza. Nie mogę się doczekać tego spotkania.

Ktoś gra na fortepianie melodię będącą echem przeszłości, która się nie wydarzyła. 

piątek, 08 kwietnia 2011

I sit beside the fire and think... napisał poeta. Który napisał też kilka innych rzeczy, niekoniecznie wierszem, którymi ludzie się podniecają. Ja tam wolę wiersz o zadumie przy ognisku. Tożsamość autora pozostawmy jako pracę domową.

Siedzę i myślę, ale ogniska brak. Miało być i to już dawno temu, ale zima minęła, później wiosna i lato minęły, a teraz znowu zima minęła, a ogniska nie było.

Myślę sobie, jak to rozwiązania tymczasowe zwykle trwają najdłużej. Moje własne dane doświadczalne sugerują, że tyczasowość rozwiązań tymczasowych w końcu się uaktywnia, data ważności prędzej czy później mija i wtedy orientujemy się, że spożywamy produkt nienadający się do spożycia.

Oczywiście nie zawsze tak jest, taki np. miód można spożywać przez bardzo długi czas bez przejmowania się datą ważności, tymczasowością ani ogólnie żadną czasowością. Miód się w zasadzie nie psuje. Jednak ile można wytrzymać na samym miodzie? Bez solidnej kanapki z szynką i pomidorkiem?

Post factum wiem, że w pewnych sytuacjach można wciągać miodzik wizualizując sobie kanapki, wyobrażając sobie zapach i smak szynki, wmawiając sobie, że ten pomidorek posypany świeżo zmielonym pieprzem i szczypta soli tam jest. A może nawet odrobina posiekanego szczypiorku. Ale nadal żre się sam miód, słodki do obrzygania. Wiem, bo mimowolnie prowadziłem takie eksperymenty na sobie.

Można też przyjąć taktykę w stylu New Age. Sporo zwierząt podjada miód z dzikich leśnych uli, nasi przodkowie też to robili; z pewnością można jechać na samym miodzie. W końcu cukry dają energię a i różne inne fajne składniki też miód ma. Patrzcie na nas, jemy sam miód i jesteśmy żywi, zdrowi i zadowoleni! Do czasu. Ta taktyka też się raczej nie sprawdza.

Pełen niepokoju przyglądam się dostawom miodu za oknami. Wielkie Piramidy Żywieniowe, które miały stać przez całą wieczność jako symbol zdrowych posiłków wzywanych kiedyś nie raz na pomoc, zaczynają się kruszyć.

środa, 31 marca 2010

Tak więc ostrzeliwany byłem ostro, chociaż z góry wiedziałem gdzie spadnie połowa pocisków. No i jakoś wyszedłem z tego obronną ręką z pięcioma palcami.

Poza tym... powinienem dawać tutaj więcej kroniki żywota własnego, jeśli ma to dla mnie stanowić jakąś wartość w przyszłości. A więc nadal nie widziałem brata chrześnicy. Kamil strzela mega focha o to że się z nim jeszcze nie spotkałem na piwie. Z Kamilą też powinienem spotkać się, może nie na piwie. Krzesło mi się rozwaliło, naprawiłem, rozwaliło i naprawiłem. Zgubiłem przepustkę, zgłosiłem zgubienie przepustki, znalazłem przepustkę. Dostałem od miłych państwa N. portfel, chociaż niedawno sam sobie kupiłem nowy. Ściemniłem Nataszy F. że jestem bystrzejszy niż naprawdę jestem. Miałem dużo bardzo dziwnych snów. Dostałem uprawnienie do zaglądania ponad chmury od kogoś, kto ma krzywo pod sklepieniem. Wydałem przez ostatni miesiąc dużo pieniędzy, głównie na alkohol.

A tej nocy śniła mi się piosenka Old School Holywood SOADu i śniła mi się Urszula w jakiejś jednoznacznie dwuznacznej sytuacji. To pierwsze przed chwilą się sprawdziło w Winampie, to drugie powtarza się niekomfortowo często.

Sensi wysyła czasem nieśmiałe oznaki szczęścia, i chyba ja mam podobnie.

niedziela, 07 marca 2010

Zaczynam z mrożącą krew w żyłach pewnością dochodzić do wniosku, że to uczucie zimnej głuchej pustki w środku nie bierze się z tego co robię ani z tego czego nie robię, nie bierze się z sezonowo chłodnego powietrza za oknem ani ogólnie pogody, nie bierze się z żadnego mokrego poczucia winy ze straconych szans. Nie. To oznacza nieśmiały początek odczuwania... samotności. Brrr, na samo słowo powiało chłodem. Od tej konkluzji robi mi się jeszcze zimniej i bardziej pusto, ale nie chodzi nawet o samą samotność, tylko o to, że zawsze myślałem, że jestem na nią absolutnie odporny. Bo jeśli jednak nie jestem, to znaczy że przede mną otwiera się kolejna lodowata otchłań, a przez nią wiedzie daleka droga. Mam nadzieję, że nie będę później żałował, jeśli zdarzy mi się wybrać podążanie tą drogą przez jeszcze jakiś czas.

Bo przecież nie będę szukał kobiety tylko dlatego, że mi zimno w ręce? Zresztą, od tego mam kogoś ważniejszego.

poniedziałek, 22 lutego 2010
sobota, 13 lutego 2010

Gdzie jestem ja, gdzie jest moja obecność? Gdzie są wszystkie nasze wspólne 'razem', nasze memorabilia? W czasie przyszłym czy przeszłym? A jak przeszłym, to dokonanym czy niedokonanym? Czy w czasie ukrytym?

poniedziałek, 08 lutego 2010

Lubię piwo. Zawłąszcza te bardziej egzotyczne. Niefiltrowane, niepasteryzowane, pochodzące z małych browarów. Nowe, ciekawe smaki.

Lubię wina... choć totalnie się na nich nie znam. Ale każde mi smakuje, przynajmniej każde powyżej bariery 10zł za butelkę. Smak, zapach, mm.

Wódki.. w zasadzie nie lubię, ale piję, i widze rózniece w smaku, drobne niuanse.

Ale gin... Tylko gin ma w sobie moc powalającą na kolana, która jednocześnie daje lekkość pozwalającą latać. Ale ta MOC... jak ciężka, metalowa rura waląca w nieprzytomną głowę. Ale nadal - delikatna choć perwersyjna pieszczota, jak takie łaskotanie, które jest gorsze od bólu. Choć jest dobrze, to jednak jest źle, ale chcesz więcej, chociaż chyba już lepiej nie, ale jednak, tak.

Cholera, a miałem sobie zrobić tylko herbatę.

czwartek, 04 lutego 2010

We are sinking! SOS! I repeat: we are sinking! Need immediate assistance! SOS! We are sinking!

sinking

 

 

 

 

 

 

 

Łat ar ju sinkink abaut?

niedziela, 27 grudnia 2009

To niepokojące, kiedy budzisz się rano z hardonem bo przed chwilą śniła ci się była twojego przyjaciela która właśnie wchodziła do wanny w której ty już czekasz.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12