podróże przez czas, przestrzeń i myślnię.
środa, 28 listopada 2012

Waiting, day fourteen .

00:10, lenahtan
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 listopada 2012

Waiting, day five.

20:34, lenahtan
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 listopada 2012

Waiting, day one.

22:41, lenahtan
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 listopada 2012

There is hope

22:38, lenahtan
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 października 2012

"Leaves are falling slowly on the ground. Just like gold snowflakes. Everything around is like dots of impressionist's painting, different shades of yellow, orange and red. So soft and warm."

21:36, lenahtan
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 października 2012

Afraid I am as hell.

14:01, lenahtan
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 września 2012
środa, 04 lipca 2012

No i czerwiec uciekł. A to chuj jeden.

Mohi pisze, że odkryła fajną muzykę dzięki mnie. Polecam album Karma, od miesięcy jest jedną z nielicznych pozycji przy których zasypiam. A także dojeżdżam rowerem do pracy. Generalnie to taka dziwna muzyka przy którym mógłbym robić prawie wszystko. Seks też, byłoby miło.

Mohi pisze o swoich facetach. Ja mógłbym pisać o swoim braku dziewczyn, ale jakoś zwykle lepiej wychodzi pisanie jak się właśnie ma jakieś problemy, rozterki, rozdarda sosena. No i piszę w końcu, tak?

Mohi pisze, że ładnie piszę. Było, minęło, miło mi. Może kiedyś jeszcze.

Mohi, a ty się wspinasz jeszcze czasami gdzieś, oprócz 35 tysięcy stóp? Bo ja miałem jechać za 2 tygodnie, na 2 tygodnie, w doliny pod Krakowem, ale pierwszy tydzień chuj strzelił bo dzień przed aplikowaniem na Poważne Biznesowe Szkolenie (PBS) we wrześniu okazało się, że skończyły się ostatnie miejsca na tamten termin i muszę właśnie w lipcu, zamiast w małopolskę to w PBS. Może uda się choć na drugi tydzień.

Wróciłem trochę mokry z polówki. Idea jest prosta, "a wieczorem, wieczorem przed mym domem* postawię ekran i wyświetlę film" (*niekoniecznie przed domem, w tym przypadku raczej w parku), czyli kino w warunkach polowych. Cóż, nikt nie może powiedzieć że było to zaskoczeniem, błyskało się coraz bliżej jeszcze przed rozpoczęciem seansu. Jak zaczęło padać i została połowa uczestników pod parasolami to zrobiło się srogo, ale jak to prowadzący powiedział: "Zeus się wkurwił", i dobitnie dał nam znać że mamy spierdalać bo wiatr przewrócił ekran, co dośc skutecznie zatrzymało projekcję. No i towarzystwo się już zupełnie rozpierzchło. A wcześniej było całkiem spore. Jak napisałem do Kozy gdzie jest to dostałem w odpowiedzi urocze zdjęcie z lubieżnym spojrzeniem nr. 3 i ręcznikiem na głowie w łazience. Zaraz wymyślę jakąś foto-ripostę.

A wcześniej dostałem inne zdjęcie, nowej fryzury. Cóż mogę tu napisać, hot, as usually. Obawiam się, że kiedyś mnie to zgubi.

Aha, i co do tych wszystkich smsów i mmsów (w których się naoglądałem dużo tej samej twarzy, usually hot), to zintegrowałem wszystkie zapisane fragmenty skrzynki odbiorczej z ostatnich 2 lat i mam teraz na karcie pamięci w telefonie >6000 wiadomości, z którymi z dziwnych i niezrozumiałych dla mnie powodów nie mam ochoty się rozstawać. Tym samym moja stara dobra Nokia rozwija skrzydła i sra z góry po paraboli na Androidy, które mi próbuje operator wciskać za sumy kosmiczne. Nie rozumiem, dlaczego w miare rozsądny tablet z Ice Cream Sandwich aka. 4.0 może kosztować ~600zł, a telefon już koło 2 kafli. Przecież powinno być odwrotnie. Więc pozostaję oldschool Symbian warrior, ze swoim mocarnym sześciotysięcznym inboksem, pełnym ciebie.

I'd sell my soul, my self-esteem, a dollar at a time, for one__ 

00:05, lenahtan
Link Komentarze (2) »
czwartek, 10 maja 2012

The desert knows we are strangers
Until the sands of time see through our eyes
We could be lost perhaps forever
But there's space in the air
And it's ages till sunrise

00:06, lenahtan
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 07 maja 2012

Sny - nie miałem ich teraz w ogóle. W raju też nie.

Człowiek-zbiornik-wodny wysłał smsa że musimy iść na Finlandię do lasku, a jako że jest to świecka tradycja którą sam ustaliłem, od razu było wiadomo, że się rozstał z dziewczyną. Jednocześnie w drodze powrotnej z raju padł pomysł kina, jednak szybko u-padł. Ale wszystkie plany na dziś wzięły w łeb po tym jak położyłem się na moment o 16 i obudziłem się o zmroku, który okazał się jednak świtem. 13 godzin snu to jakiś mój rekord, ale też chyba dawno nie miałem tak, żebym nie spał 32 godziny pod rząd z małymi odlotami w samochodzie na 1-2 piosenki.

Moje ręce po raju wyglądały (przed-)wczoraj jak kotlety mielone. Zobaczyłem to dopiero w ciepłej, czystej, ładnie pachnącej i jasnej toalecie na placu postojowym na autostradzie w Austrii, gdzie tych placów mają pełno, a na każdym oprócz ww. toalety jest telefon, przycisk SOS i defibrylator. Na szczęście nie był potrzebny, nawet mimo tego, że 50km sam przejechałem, pierwszy raz w życiu jadąc autostradą, trzecim samochodem jaki w życiu prowadziłem.

Oraz mimo tego że przed tunelem nasz companion-bus był w tylnym lusterku, a za tunelem zniknął. Informacje były sprzeczne: w SMSie napisali że mają żmiję na pokładzie, myśleli że mają skorpiona a był to krocionóg. Jakkolwiek zabawnie było, to dobrze że nic się nie stało, zwłaszcza że nie powinno się robić awaryjnej ewakuacji 9 osób na środku autostrady w nocy.

Raj... to kiedy indziej.

05:39, lenahtan
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 65