podróże przez czas, przestrzeń i myślnię.
wtorek, 20 października 2009

Jestem potwornie zmęczony. Kiedy to się skończy?

00:28, lenahtan
Link Komentarze (2) »
niedziela, 18 października 2009

We're in the building where they make us grow
And I'm frightened by the liquid engineers
Like you

My mallory heart is sure to fail
I could crawl around the floor just like I'm real
Like you

The sound of metal I want to be you
I should learn to be a man
Like you

Plug me in and turn me on
Ah, everything is moving now

I need my treatment it's tomorrow they send me
Singing "I am an American"
Do you?

Picture this if I should make the change
I'd love to pull the wires from the wall
Did you?

And who are you and how could I try?
Here inside I like the metal
Don't you?

All I know is no one dies
I'm still confusing love with need

piątek, 09 października 2009

atraktor

1. mat. «w teoriach rozważających modele zjawisk zmiennych w czasie: punkt lub zbiór, który w trakcie pewnego procesu przyciąga punkty leżące w jego otoczeniu»

2. rol. «maszyna, która nie jest traktorem»

piątek, 02 października 2009

No więc śniło mi się kilka wątków, które jakoś były ze sobą powiązane, ale nie pamiętam jak. Wiem, że z jakąś grupą gdzieś bywałem, jeździłem od miejsca do miesca, żeby coś robić, ale Julitta była niezadowolona i mówiła, że nie można mnie brać, bo będę tam walił konia. Jednocześnie były w tym śnie dwa długie powroty do domu, trochę jak na autopilocie po imprezie. Dwa razy przechodziłem przez swoją szkołę podstawową, raz się przekradając a raz nawiązując przyjazne kontakty z woźnymi. A był to środek nocy oczywiście. No i raz musiałem przejśc przez cały wielki blok mieszkalny, którego architektura byłą wysoce pojebana, najpierw szedłem klatką schodową, później musiałem zacząć przechodzić przez mieszkania ludzi (bo miały 2 wejście, tzn wejście i wyjście), przechodziłem ludziom buciorami po tapczanach które były w poprzek pokojów, ale oni nie byli źli, a później musiałem przez jakieś szpary między oknami się przeciskać, zrobiło się klaustrofobicznie wręcz. A jednocześnie była taka dziewczyna z wieeelką gitarą, która razem jakąś grupą ludzi grała na schodach w jakimś mieście, ale przyszli hitlerowcy i ich zlali albo nawet zabili. Część tej dziewczyny z gitarą, która była Żabą, dała mi wielkiego owczarka niemieckiego, który wcześniej, kiedy był wielkim bliżej niezidentyfikowanym drapieżnym kotem, zagryzł lwa. Trochę się go bałem, trochę się boję dużych psów.

A teraz analiza.

Gitara - wczoraj bawiłem się taką aplikacją na iPhona, pozwalała zagrać tylko 8 akordów ale to przeciez wystarczy na 99% piosenek świata.

Szkoła podstawowa - często śnią mi się jej wariacje w otoczeniu wariacji na temat mojego osiedla albo osiedla kuzynek. W skrócie: miasto z Cóki Łupieżcy pomnożone przez bloki z wielkiej betonowej płyty.

Żabopies - chyba tak mi się kojarzy.

Przechodzenie ludziom przez mieszkania chyba też już mi się kiedyś śniło.

Walenie konia gdzieś-tam prawie publiczne - od dzieciństwa miewam takie sny, w których jestme gdzieś publicznie bez ubrań od pasa w dół, nie wiem dlaczego, pewnie Freud by był w 7 niebie. Nieprzyjemne.

Hitlerowcy - też już mi się 2 razy śnili.

No naprawdę, że pojebane to wiadomo, sny tak mają, ale tyle na raz? To chyba zapas na kolejne dni/tygodnie bez snów.

czwartek, 01 października 2009

Zastanawiam się, moja droga, czy to ty masz dar przyciągania specyficznego rodzaju przyjaciółek czy też koleżanek, czy też nie ma tu żadnej specyfiki tylko właśnie zawsze tak wyglądają relacje babsko-koleżeńso-przyjacielsko-pocztowe. Nie żeby coś, żadna głębsza myśl. Po prostu uśmiecham się z zadumą do filiżanki z tygrysem. ;]

I brnę przez asfaltową maź basu w rosyjsko-szwajcarskiej muzyce. Kojarzy mi się to z Indukti, przynajmniej starym Indukti (nowego nie znam).

Pusto tu coś ostatnio, i cicho. A posty zbliżają się w liczebności stada do 500, blog natomiast za jakiś czas będzie obchodził 3 urodziny. Kto by pomyślał, że tyle będzie mi się chciało pisać, zwłaszcza że prawie nikt tego nie czyta (chociaż te prawie-nikty są dla mnie akurat dużo ważniejsze niż bardzo-dużo-kogośtam).