podróże przez czas, przestrzeń i myślnię.
środa, 29 października 2008
Tak niewiele zajęć mam w tygodniu, a tak się te zajęcia marnują. Kolejny dupny wykład, kolejne 2 godziny zmarnowane. Idę do szkoły z kompem, żeby się nie nudzić. Pa ra no ja.

So, you have been of use?
And you have been abused?
You know, you look pale today,
Your lipstick has gone astray.
You sold out and lost your looks.
You gave away all your books!

You should drown with me...

The coil has been wound up tight,
Unwind it with me tonight!

You should drown with me...

Tyre tracks there on the ground,
Where she will be found.
She will be found!

Laj laj laj laj laj laj laj!

Resting there, in a stream,
Buried in green.
Buried in green!

Orange filter sky!

You're drowning in family there!
When will you come up for air?

You should drown with me...

Don't think you let them down,
Cos they have already drowned!

You should drown with me...

Tyre tracks there on the ground,
Where she will be found.
She will be found!

Laj laj laj laj laj laj laj!

Resting there, in a stream,
Buried in green.
Buried in green!

Orange filter sky!

Porcupine Tree

czwartek, 23 października 2008
Ledwo wspomniałem o odlatujących batyskafach, a już w necie się pojawiły doniesienia o konkursie organizowanym przez amerykańskie wojsko na projekt latającej łodzi podwodnej. Połowa uroku prysła.
środa, 22 października 2008
Aha, jeszcze jedno. Ile liryki mieści się w wyrażeniu "bakelitowe batyskafy"? Mam wrażenie, że mogę o tym napisać chyba ze 20 stron. Poczynając od inspiracji zajebizmem i pacjentyzmem po melancholijną wizję bakelitowych batyskafów, wyglądających jak skrzyżowanie Yellow Submarine z sedesem, smutno unoszących się na tle zachodzącego słońca. Odchodzą, kochanie, odlatują do suchych krajów. I wtedy wyjeżdżają napisy końcowe.

Po kolei.

Rano znowu dzowniły zjeby z firmy windykacyjnej, szukający kogoś-innego. Kretyni.

Później ściągałem, tj, zacząłem ściągać Microsoft Visual Studio 2008 Trail. Jedyne 3.4GB. FFS, WTF. Dobrze, że i tak niedługo wychodziłem z domu.

Pewne obawy. To Visual Studio ma mi się przydać, mam się nauczyć trochę kodować w C++. Nie widzę tego za dobrze, ale chuj.

Wykład - mój Boże, jaka strata czasu. Dlaczego ten świat jest tak zbudowany, że profesorem jest gość, który i owszem, wydał ze 30 książek i zna się na swojej dziedzinie, ale co z tego, skoro do kurwy chuja nędzy pizdy nie umie wykładać za grosz? Zwłaszcza po angielsku, za co dostaje jeszcze więcej pieniędzy niż gdyby robił to w języku ojczystym. Strata czasu, sra ta ta ta.

Czym różni się kurczak po syczuańsku od wieprzowiny od syczuańsku? Wszystkim. Imbir otwiera nowe połączenia między nosem, żołądkiem i mózgiem. Tonę w toniku. Zaskakująco dobre połączenie smaków.

Na ścianie tłok. Poznaję trochę bliżej Kubę, który ma pewne obawy przed odważniejszym ustawieniem ciała na sztucznym panelu, a nie bał się chyba zjeżdżając sobie na dno leji krasowych ani wdrapując się na jakieś stare budynki grożące zawaleniem. W każdym razie na sprzęcie się zna jakieś 150 razy lepiej niż ja.

Dziś znowu czułem moc. Jakoś tak atmosfera nie sprzyjała włażeniu na limesie własnych możliwości, znajomi, nieznajomi, sekcja, Ela, rozmowy o jutrze, tłok i hałas. Także moc trochę zmarnowana. Ale była. Czułem ją na końcach stalowych haków, które momentami miałem zamiast palców. To nawet zabawne, bo to dupa a nie żadna moc, po prostu siła palców. Ni to jakaś ogromna potencja podciągania się wyżej, ni to specjalny upgrade w sferze techniki. Ale efekt psychologiczny jest. MOC.

Mogę.

Pewnie to po grzybach mogu

Nie mogę wykminić jak pograć z Michałem w Starcrafta po LANie przy zmiennym IP. Oto już dotykają mnie skutki kolejnego globalnego kryzysu przyszłości, o którym nie mówi się jeszcze w wiadomościach. Ale już niedługo... te 'przerażające' nagłówki w gazetach: "Ostatni wolny adres IP sprzedano na aukcji internetowej za 10000000 USD!" (wtedy to będzie pewnie ze 20 EUR). To zabawne; media miałyby kolejną pożywkę, kolejną sensację do trąbienia, kolejną apokalipsę do głoszenia, a nie moga jej głosić bo i tak mało kto by ją zrozumiał - ludzie zbyt tępi są, między innymi dzięki tym właśnie mediom.

Po kolei jeździ Pociąg. Albo Metro. A w Metrze Marta (ale nie Ty). A w Marcie Alkohol i Hormony. A w Kamilu, uwięzionym w Mieście Bez Metra, tylko Żal i Smutek.

niedziela, 19 października 2008
Kurwa mać. Jeszcze półtora miesiące temu nie mogłem się doczekać, aż cię zobaczę. Półtora miesiąca temu myślałem o całej swojej przyszłości, z tobą.
23:49, lenahtan
Link Komentarze (3) »
Dźwięki zaczynają pulsować, melodia płynie leniwie coraz szerszym strumieniem. Niby tak od niechcenia. Hipnotyzująca melodia. I wchodzi gitara z przesterem. Tak, tak, tak i tak. Każdy dźwięk jest spodziewany, właśnie tak, tak tak i tak ma być. Niezbyt skomplikwoana hipnotyczna melodia, należy dodać. Jak mantra, cały czasz to samo, tylko coraz bujniejsze tło. I pauza. I solówka. Strumień nieco meandruje, zapętla się sam ze sobą, po czym zaczyna się wznosić, i wznosić, i wznosić, i 10 mil w górze przybiera kształty jak główny motyw utworu. Momentami wysokie dźwięki z coraz wyższą częstotliwością wysyłane w kosmos przypominają mi wiązki energii, gorąca plazma wystrzeliwująca z końcówek skrzydeł na plecach. I jeszcze raz kształt melodii, po czym koniec, szum, to chyba już od wzmacniacza? I został tylko ten tajemniczy nierówny rytm dziwnych wysokich dźwięków.
piątek, 17 października 2008

Niewiernosc-
problem 60%
zwiazkow. A u
Ciebie, nie masz
wrazenia, ze...?
Mozesz to
sprawdzić! Po
prostu slij sms
ZDRADA na 7281,
skoncz z
niepewnoscia!
/2,44zVAT
Nadawca:
7263

czwartek, 16 października 2008

Materia się coś zastała. Trzeba ją ożywić.

 

 

Tylko żeby jeszcze coś pisać przy okazji... Dlatego niech to będzie na jakiś czas ostatni wklejony film, trzeba wziąć dupę w troki i zacząć pisać co tam do głowy przychodzi, zanim sobie z głowy pójdzie. :)

Sensi idealnie mnie wyczuła i przysłała kawałek, który nie dość, że ogólnie mi się podoba, to magicznie wpasował się w nastrój i chwilę. I teraz odpływam przy dźwiękach The Forgotten People Thievery Corporation. Totalne wyluzowanie, napięcie zostało spuszczone, zaraz się wyśpimy, a jutropopierdalamy do pracy na pełne ośm godzin, i pojutrze też, konkretne działania, konkretne zajęcia. Coś się dzieje.

W ogóle ostatnio cały czas coś się dzieje. Od wtorku mam wrażenie, że już powinien byc koniec tygodnia - bo tak jakoś dużo na raz w małym czasie. Dziś np. spotkanie w ŁKW. Młoda łania, z głowa pełną pomysłów, dusza pełną energii i ustami pełnymi werbalnej sraki totalnie rozjechała ciepłe ale i lekko zatęchłe środowisko klubu, próbując odkryć Amerykę w konserwach. Generalnie, nie lubię takich ludzi... A przynajmniej ich metod działania. Niestety, mają to do siebie, że bywają skuteczni. I nawet jak 95% jej pomysłów jest naprawdę tak głupich jak się wydaje, to pozostałe 5% jest po prostu genialne. I co więcej, z jej werwą i entuzjazmem, którym zaraża innych, ma szanse doprowadzić je do końca. Mieszane uczucia. Ale i ciekawość spoglądania w przyszłość. Za tydzień zobaczę kto to jest Ryba - którą na pewno znam z widzenia, ale nie kojarzę z nickiem. A później już hulaj dusza, Hejszowina, opowieści z wypraw w Himalaje, filmy o górach i inne takie atrakcje. Taaa, już czuję, z pewną dozą niepokoju, że będę szczerze wdzięczy tej lasce za zrobienie zamieszania... mimo tego, że mnie wkurwia.

Mój wydział W KOŃCU podpisał umowę z MSDNem, czyli o ile ci opieszali anemicy admini i techniczni nie opóźnią wszystkiego tak jak mają w zwyczaju, przed końcem studiów naściągam legalnego softu Micro$oftu. Zresztą, już mam legalny (duńskie politechniki uber alles), ale płyta z XP Pro SP2 nie naprawi SP3, a naprawy takowej wymaga system mój, jako że WiFi się w nim jebutło troche ostatnimi czasy.

Chyba skasuje terapię. 

 
1 , 2