podróże przez czas, przestrzeń i myślnię.
czwartek, 30 września 2010

Sensi wypruwa sobie flaki z pamięci. Bardzo cenne flaki. (Turn the leaden grudges into gold) Stoję obok i patrzę z podziwem, szacunkiem. Nawet nie jestem pewien czy dobrze rozumiem motywy. Chęć wspomożenia ale też ostrzeżenia drifting, tak? Nie pojmuję tego wszystkiego, ale podchodzę do tego z podświadomą czcią i respektem. I niepowstrzymaną ochotą przytulenia jej.

19:51, lenahtan
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 września 2010

"tell me when you will tell me why what happened did happen" - najbardziej zawiłe zdanie świata, złaszcza w stanie niewyspanym i po kilku szotach home-brew cytrynówki o mocy dokładnie 38%.

I will, I will. Actually, I'm pretty eager to talk albout it, just not now, not yet I guess.

22:14, lenahtan
Link Dodaj komentarz »

Myślę, że na pewnego rodzaju żart zakrawa fakt, że Ula poinformowała wszystkich wszem i wobec o fakcie niezaplanowanego i tymczasowego nieposiadania internetu z powodu awarii tudzież usterki na.... fejsiu.

Napiszę to jeszcze raz innymi słowami, żeby była jasność: na facebooku napisała, że nie ma internetu. Myślałem, że to taki mało subtelny dowcip, ale nie.

Jeśli fakt, że jest to dla mnie częściowo zabawne a częściowo dziwne oznacza, że jestem cyniczny, to jednak podoba mi się cynizm. ;)

wtorek, 21 września 2010

Struktura tego bloga rozpada się.

Zostałem zaskoczony niespodziewanym i wyjątkowo praktycznym prezentem i jeszcze bardziej niespodziewanymi i wyjątkowo słodkimi życzeniami. Niestety, jednak ktoś umarł, niby nikt znajomy, nikt bliski, ale gdzieś te cienie śmierci się ciągną, z różnych stron. RV ma na gg opis "Jutro pogrzeb...". Śmigłowiec a pod nim wiszący na linie czarny plastikowy worek ciężki gorzkim bezwładem. Jednocześnie ktoś polecił mi film który dopiero co widziałem, i to polecenie brzmi jak zaproszenie. Kto wie, może spóźnione o rok? Rok temu baliśmy się kontaktu, bo wtedy tam też była śmierć - znowu tak daleka, bo w Japonii - ale znowu tak bliska, bo jakoś wpłynęła na moje życie.

07:02, lenahtan
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 20 września 2010

Dwa lata temu zmarł nam dziadek. Dwadzieścia kilka lat temu pakowaliśmy się do wyjścia na światło dzienne. W tym roku znowu byliśmy w parku wodnym na południu, tylko jakieś 2 razy bardziej na południu. Na szczęście, w czasie tego września, jak na razie, nikt nie umarł. Sam oczywiście nie chciałbym umierać, ale jednak nie boję się własnej śmierci, boję się śmierci bliskich. To chyba tak idzie etapami, na początku nie zdajemy sobie tak naprawde sprawy z tego, że umrzemy (zatrzymałem się na tym etapie), później, kiedy się nad tym zastanawiamy coraz częściej, zaczynamy się tego obawiać, staramy sie przeciwdziałać, a później, na starość, już tylko na to czekamy, czasem chyba nawet ze spokojem? bez strachu, bo przeciez nieuniknione. Ciekawe gdzie będziemy za rok, za dwa lata. Może też u mamy ziemi? No i u Boga, jak wszystko dobrze pójdzie, ale w tej chwili bardziej przemawia do mnie zapraszająca wizja ciepłej, mokrej gleby. Jak bardzo świeży chleb. Kilka lat temu na jesieni uwikłaliśmy się personalnie, może także uczuciowo, chyba nawet kilka razy? Zwykle to idzie jesienią, nie wiem dlaczego. I zwykle nie kończy się dobrze, choć z parspektywy czasu każde doświadczenie jest dobre, nawet to złe, zwłaszcza to złe. Nie wiem dlaczego ciągnie się za miłością wizja wiosennego amora, normalnie jak smród za gównem. Nie ma wiosennego amora, jest demon jesieni.

Struktura tego bloga rozpada się.

22:42, lenahtan
Link Dodaj komentarz »

Nathanel wziął nóż do ręki, po czym przygarną ją do siebie tą ręką i mocno przytulił. Przy okazji ugodził ją nożem w plecy, i to tak głęboko, że ostrze przeszło przez jej delikatne ciało na wylot i przeszyło jego serce. Nathanelowe serce było zeschłe, zesztywniałe i kruche, więc pękło. Nathanel poniewczas zorientował się co uczynił i zrobił bardzo głupią minę, grymas zaskoczenia, złości, zawodu, złości, żalu, złości, złości na siebie. A Lenahtan stał obok i uśmiechał się szyderczo. Nie lubimy go. Nie lubimy siebie.

19:54, lenahtan
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 września 2010

Dziwny dzień. Cały dzień smęcę: nucę sobie Wish you were here Floydów, albo zawieszam się smutnie nad usuwanym plikiem txt o nazwie RĘCZNIK który miał o czymś przypominać ale po wizycie w Rossmannie już nie musi, sprawdzam telefon w poszukiwaniu nowych smsów których nie ma, etc. Normalnie melodramat. Jutro powinno już mi minąć, wtedy będzie znowu dobrze, a może bardzo dobrze, funkcja falowa strikes back. Socjopotwór gg potwierdza:

ups and down

Hghjhghjhghjhg.

Jutro będziemy panem z chyba-fajnego-serialu-który-chcielibyśmy-oglądać-ale-trochę-boimy-się-straty-czasu, który mawia: When I'm sad, I stop being sad and be awesome instead.

Well, yeah.

A pojutrze gokarty. Chociaż ostatni czas podpowiada mi, że lepiej nie nastawiać się na nic za bardzo, żeby uniknąć rozczarowań, vide chociażby góry, gdzie prawdopodobnie wypiłem więcej mililitrów alkoholu niż metrów wszedłem w górę, niemniej jednak cieszę się, że pojeździmy czasówki, może nawet pościgamy się, będzie zabawnie, będzie ostro. Będzie srogo, będzie grubo, a przede wszystkim, będzie HRUBO!

19:48, lenahtan
Link Dodaj komentarz »

Eternal Sunshine of the Spotless Mind po prostu urwało mi dupę. Co za zajebisty film! Chyba powinienem zacząć prowadzić Ranking Filmów Dziwnych.

sobota, 18 września 2010

Spóźnienie, chyba za dużo alkoholu, posuwanie się za daleko, okropny i dziwny ból, brak filmu, brak masażu, powrót 2 godziny wcześniej. :<

Ostatnio ciągle mam wrażenie że coś spieprzyłem.

Ale co by też nie mówić - było fajnie jak zawsze =) Nie wiem co bym zrobił bez my dearest friend. Szkoda tylko że nie mogłem cię bardziej wesprzeć.

20:56, lenahtan
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2