podróże przez czas, przestrzeń i myślnię.
piątek, 29 sierpnia 2008
poniedziałek, 25 sierpnia 2008
Na gmaila dostaję co jakiś czas newsletter/spam od PWNu pt. "Tydzień dobrych cen". Zawsze myślałem, że to taka zajebista firma, że naprawdę co jakiś czas, np. raz w miesiącu robią jakieś obniżki. Dziś przyjrzałem się dokłądniej datom. Tydzień dobrych cen jest równo co tydzień.
sobota, 23 sierpnia 2008

Patterns in the ivy.

Byłem w końcu na sławnej imprezie u Marty W. Nie była w ułamku tak huczna jak te, o których legendy słyszałem lata temu, ale było po prostu zajebiście miło i przyjemnie - posiadówa przy piwku i grillu. No, Marta się skuła trochę. Przy okazji wyszło, że wszyscy się znają aż za dobrze: Kajdos, Borek, Pijus, Szerszon, ja pierdolę, 6 stopni to musi być prawda, przecież tu nie chodzi tylko o jedno osiedle, a jeśli nawet jedno miasto, to come on, i tak 800000 ludzi zobowiązuje do jakiejś losowości i rozsądnie niskiego prawdopodobieństwa występowania takich zbiegów okoliczności. Aha, no i kilka razy wypłynęło imię G. Dziwne uczucie. Nawet przyhamowałem z jednym żartem. Umiem mówić neutralnie, czy nawet źle o zmarłych, ale ogólna dziwność rozmawiania o nim w czasie przeszłym przytłaczała.

Dochodzi pierwsza w nocy, a wstaję o 5. Co i tak jest już dość późno, bo w normalne dni tygodnia o 4.45. Pracuję w fabryce pakującej maszynki do golenia. "Marnujesz mi się w takiej pracy", napisała Gosia od wina. No, czuję się stworzony do innych celów, ale w końcu praca to praca, przynajmniej coś robię a nie siedzę na dupie, jak ona. Jutro kartony, paleciaki, oklejarki, praca fizycznie męcząca a czasem psychicznie niszcząca. A z drugiej strony, jakoś uszlachetniająca. Przynajmniej w mojej prywatnej wizji świata, gdzie każde doświadczenie w życiu jest na plus, bo jest twoim przeżyciem, twoją lekcją, której nikt ci nie odbierze.

I w tej pracy pojawiła się jakaś myśl (bo czasu na myślenie mam sporo) - coś standardowo o jednym wielkim cliche którym jest 3/4 życia, o tym, jak śmieszna bywa powtarzalność - i wszystko to jakoś sklejone tobą. Miałem ci to w ogóle jakoś wyłożyć w formie-stylu triumfalnego wykładu "aa-haaa! miałem rację". Ale już nie pamiętam o co chodziło. Chyba po prostu podświadomie staram się uzasadnić przed samym sobą (a następnie w ludzki i rozsądny sposób przedstawić tobie) wszystkie moje irracjonalne pretensje i żale.

Tak, do ciebie.

Moje życie jest teraz takie proste. Praca, zbieranie pieniędzy, spokojne czekanie na wyjazd. Wiele rzeczy może się spierdolić, ale w ogóle się tym nie przejmuję. Wyjadę albo nie, znajdę lepszą pracę albo nie. Będę z kimś albo z kimkolwiek albo nie. Mój dziadek umrze, a ja będę miał wyrzuty sumienia że za mało się nim zajmowałem. Albo i nie. Z jednej strony brak planów mnie przeraża. Zwłaszcza, kiedy widzę czyjeś plany - tak dalekosiężne, tak poważne. Ale życie bez planów jest takie proste - a czego chcieć więcej od życia? Samodoskonalenia, spełnienia, szczęścia, pogoni za wyimaginowanymi albo prawdziwymi bogami, jak Jahwe, pieniądze, drogi trudności VI.3 lub wydanie powieści w wieku 20 lat? Przecież nie o to chodzi. Lubię proste życie. Ogólnie lubię życie, głównie za to, że jest ciekawe, dziwne i pokręcone, ale jeśli jednocześnie udaje się je prostować, wtedy jest jeszcze lepiej.

Przeskok do następnego tracku.

Blackwater Park. 

czwartek, 21 sierpnia 2008
godne podziwku
21:34, lenahtan
Link Komentarze (2) »
środa, 20 sierpnia 2008
zimno
05:02, lenahtan
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 sierpnia 2008

Coś mnie ostatnio pierdolnęło i ciągle słucham Porcupine Tree. 

The sky moves sideways

Jakaś potworna wersja 34-minutowa.

 

 

 

sobota, 16 sierpnia 2008
Eeeee.
23:45, lenahtan
Link Dodaj komentarz »
deszcz & strach
12:35, lenahtan
Link Komentarze (1) »
wtorek, 12 sierpnia 2008

 

 

Rozszarp

Nie zaśp!

Rozszarp.

Tymi oto ręcyma:

Z paznokciemi,

Tymi oto, też.

(Myślałem że już z tego wyrosłem, ale nie; nadal czasami za dużo się odzywam.)
00:58, lenahtan
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2