podróże przez czas, przestrzeń i myślnię.
poniedziałek, 27 sierpnia 2007

No i kurwa wykrakałem. Się spierdoliło Aniołowi Stróżowi niebo na głowę, niebo, które miał podtrzymać. I się zrobiła osoba pierwsza zamiast trzeciej. I akurat jak mi na kimś zależy to muszę zawsze coś zrobić źle.

Wrastał mi paznokieć u nogi. Narosła dzika tkanka. Chirurg powycinał tkankę, powycinał paznokieć, zszył. Szew wchodzi z boku palca i wychodzi przez środek paznokcia. Palec spuchł, paznokieć rośnie, szew się napina, boli. Jak życie.

sobota, 25 sierpnia 2007

CHECH. Znowu ja = osoba trzecia. Your own personal Jesus. Confide in me. Dobrze mieć swojego Anioła Stróża, nie? A jak to jest nim być? Bidnie. Satysfakcja nie wystarczy. Darmowego seksu też mi nie brakuje. Więc o co chodzi? Płacić mi mają ludzie za to że jestem dla nich dobry? Po co ja to w ogóle robię?

czwartek, 23 sierpnia 2007

No i prawie dwa tygodnie bez wpisu. Ale się lenię. A byłoby coś ciekawego do rozwinięcia "talętu" grafomańskiego. Np. znowu śniła mi się II Wojna Światowa. Tylko tym razem umarłem, zastrzelony przez jakiegoś germańca. Rano jeszcze pamiętałem to uczucie, śniło mi się, że czuję zatrzymujące się serce. Scary!

Albo to: Byłem na spotkaniu handlowców, konkretnie sprzedawców-partnerów-dystrybutorów specjalistycznego oprogramowania. "Ty sprzedajesz za mało, zaraz cię wychłostamy!" Może nie konretnie taka treść, bo akurat o liczbach nie było mowy, ale generlanie takie klimaty. Gestapo. Nasmarowana machina. Obóz koncentracyjny pracujący na 110% normy. Hieny precyzyjnie jak patolog porcjujące ofiarę. Przerażający perfekcjonizm, podziw dla wyżyn wartości, które są dla mnie gównem. Bruk sięgnął ideału. Bleh! (Na szczęście byłem tylko obserwatorem.)

Albo to: Co jest we mnie takiego, że odpycham przy pierwszym kontakcie większość ludzi, a te pozostałe kilka % popada w jakąś potworną zależność, prawie bezgranicznie mi ufając, praktycznie mnie nie znając? Nie czaję. Tajemniczy ja.

Albo to: Ile chorób można mieć na raz? Dokładnie tyle, ilu lekarzy się zapyta. Sposoby leczenie - podobnie. Paznokieć mi wrasta w tkankę w palcu u nogi. Opinie 3 lekarzy, każdy zaleca co innego. Na razie idę po najbardziej lajtowej ścieżce, ale nie wiem czy nie trzeba będzie w końcu zdjąć całego paznokcia. Najbardziej wkurzające jest to, że niby mogę z tym praktycznie normalnie funkcjonować, a jak stracę paznokieć (żeby się później zaleczyło), to nie będę mógł chodzić przez kilka dni. Crap!

piątek, 10 sierpnia 2007

...czyli wszystko się jebie.

Praca się zjebała, wyjazd w Bieszczady się zjebał, ego się... zachwiało, ale zaraz się zjebie, finanse się... jebią aktualnie, zaraz się dojebią do samego końca, moja psyche się zjebała.

I to jest prawda. Prawdy odrzucić nie umiem. Ale przecież są różne wersje prawdy. Tylko trzeba odpowiednio wytrzeszczyć trzecie oko, żeby je dostrzeć.

*wytrzeszcz*

poniedziałek, 06 sierpnia 2007

Dziś w nocy śniło mi się:

  • Pożar.
  • Okazało się, że pożar jest naprzeciwko mojego miejsca pracy (wyśnionego oczywiście).
  • Przy czym okazuje się, że mnie nie ma w tym miejscu pracy, bo uciekam z innymi ludźmi.
  • Ale przed czym? Przed elektrownią atomową, która oczywiście też znajduje się w pobliżu. Jakaś awaria, jakiś wyciek?
  • Wśród uciekających ludzi spotykam starą, dawno nie widzianą koleżankę (prawdziwą), z rocznym dzieckiem (a to już nieprawda), na widok którego się popłakałem (ale dlaczego!?)
  • Idę do miejsca pracy. Przez okno widać resztki pożaru/elektrowni.
  • Praca, nie wiedzieć czemu, przenosi się do wielkiej hali, gdzie jest...
  • Obóz koncentracyjny prowadzony przez żółtków-faszystów.
  • Ze zdziwieniem zauważam, że jestem w tym obozie z własnej woli, chociaż bardzo tego żałuję.
  • A do tego przez cały czas słyszę piosenkę Nirvany, nawet nie pamiętam tytułu, ale cały czas mam ją w głowie.
Co za absurd.

środa, 01 sierpnia 2007
  1. No i skończyłem praktyki. Kierownik ma zadzwonić na dniach i mi powiedzieć kiedy mogę przyjść i popracować dalej. Chyba że kłamał.

  2. Nie ma vaginy, nie było dziś, nie będzie jutro. Leczy się chyba na coś, chyba na głowę albo sumienie. Trudno, posiedzę, popatrzę z daleka. Porozgryzam. Bo chyba nadal jest dla mnie częściowo zagadką, a myślałem, że juz widzę przez nią na wylot.

  3. Do końca tygodnia wolne. Jakieś plany? Tak, opierdalać się, jak zawsze; teraz z tą różnicą, że mam nie muszę szukać usprawiedliwień, zapracowałem sobie na te kilka dni. A więc jutro z premedycacją zapadam się w jakąś małą wódeczkę, co lepsze kawałki monty pythona i jakąś zajebiście dobrą i zajebiście wielką pizze. A teraz spadam czytać. Co czytać? O tym kiedy indziej może.