podróże przez czas, przestrzeń i myślnię.
wtorek, 30 czerwca 2009

and when the day arrives
i'll become the sky
and i'll become the sea

and the sea will come to kiss me
for i am going home

nothing can stop me now

Nine Inch Nails, La mer, Fragile

Wczoraj szukałem z mamą nowych mebli do kuchni. Po wizycie w 3-piętrowym, labiryntowo-wielkim ale i przestronnym, klimatyzowanym salonie, udaliśmy się do innego sklepu, który był jakieś 100 lat za tym pierwszym. Taki sklep z meblami jak były kiedyś (no i jak widać nadal są, ale kiedyś tylko takie były). Stary pawilon na osiedlu, rozsypujący się w środku i na zewnątrz, pełen warzywniaków, second handów i pustych lokali. No i sklep z meblami. Wielkie, otwarte pomieszczenia szczelnie zawalone meblami, jedne na drugich, jeden przy drugich, stykają się bokami, frontami, normalnie orgia meblowa, upchnięte jak się tylko da, tak, że ledwo cokolwiek widać. No i obsługa też w starym stylu. Zapytaliśmy o cenę zestawu składającego się z takich a takich szafek. Facet kazał poczekać, czekaliśmy 10 minut, w końcu dał nam jedną kartkę z tabelkami, sam wziął drugą, i pyta: Symbol szafki? Okazało się, że pastor ich nie był Murzynem, ani czarnym, on był Afroamerykaninem... przepraszam, poniosło mnie. Okazało się, że klient musi najpierw w sxerowanych, krzywych tabelkach znaleźć sobie oznaczenie wzoru, później oznaczenie koloru, a później jeszcze oznaczenie konkretnej szafki, kierując się jej wymiarami rozpisanymi w pokrętny sposób w tabelkach. Na co facet, gubiąc się w równie zawiłych tabelkach cennika, podaje klientowi cenę tej konkretnej szafki. Następnie procedura jest iterowana aż poznane są ceny wszystkich szafek interesujących klienta. Iteracja dla jednej szafki zajęła zespołowi Nath + Natha mama + facet ze sklepu jakieś 5 minut, po których iteracje skończyły się dość gwałtownie, bo po prostu wyszliśmy wkurzeni ze sklepu. Gościowi z pierwszego salonu to samo zajmowało jakieś 10 sekund, a konkretnie jego komputerowi. Wychodząc ze sklepu zastanawiałem się, jak proste oprogramowanie wystarczyłoby do usprawnienia działania tego archaicznego sklepu. Wcześniej, obserwując miotanie się faceta po tabelkach cennika, zauważyłem logo producenta mebli: LAYMAN. How adequate.

No i ważne, a nawet najważniejsze teraz: POWODZENIA S.! ;] Będę trzymał kciuki, jutro w sprawie jutrzejszej i w ogóle w sprawie wiesz-jakiej.

piątek, 26 czerwca 2009

To musiałoby brzmieć zabawnie, jakby ktoś posłuchał. Upośledzony społecznie Nathanel daje 'dobre rady' Sensitivie, która stosunki międzyludzkie nawiązuje szybciej niż błyskawica. ;) Dobrze porozmawiać.

00:33, lenahtan
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 czerwca 2009

Dramatyczna relacja z katastrofy - "w jej twarz wbiły się kawałki metalu"

- główny news na onecie dziś rano. Dlaczego nie było zdjecia? Dziwne.

wtorek, 23 czerwca 2009

And she's like 'that ex of mine, he stopped bugging me' and I'm like 'that's kinda good, right?' and she's like 'yeah but I kinda miss it' and I'm like 'wtf, you miss it? you keep telling me it was freaking psycho stuff, so did you like it?' and she's like 'not really but he was the only one who understood me' and I'm like 'yeah that's kinda normal, you were pretty close' and she's like 'yeah but it's not the point, I need someone like him, someone who would take active interest in my life' and I'm like 'is that freaking psycho bugging thing taking active interest in your life?' and she's like 'kinda not but it's all about memories, some waves and some circles, and I miss this kind of caring for me' and I'm like 'oh' and all I got was this lousy t-shirt telling me to fuck off.

01:34, lenahtan
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 czerwca 2009

W okresie później republiki określa się niewolnika jako rzecz, "narzędzie mówiące" (instrumentum vocale) w odróżnieniu od zwierzęcia (instrumentum semivocale) i niemego narzędzia (instrumentum mutum).

Facebook quiz says: Jean-Luc of course :D

 

jean_luc_picard.gif

 

You are highly intelligent, but also introverted. Because of this it is easier for you to focus on success in the workplace than in interpersonal relationships. You enjoy literature and philosophy and use these in your search to understand the world and yourself at a deeper level. You are an honorable leader and a trustworthy friend, but most around you still view you as somewhat of an enigma.

A tak na serio, to chciałbym w wieku Patricka Stewarta mieć jego wygląd... i jego umysł, bo chyba dużo samego siebie zawarł w roli Jean-Luca Picarda... a w każdym razie dużo z szekspirowskich ról które grał latami.

 

wtorek, 16 czerwca 2009
sobota, 13 czerwca 2009

Tak kontynuując moje pseudointeligentne marudzenie (chociaż nie nawiązując do poprzedniego tematu).

Jest takie porównanie: ludzkość są jak wirus. Teraz znowu na nie trafiłem, w komentarzu na YouTube do traileru jakiegoś filmu, nieważne jakiego. Trochę niespodziewane miejsce na takie mądre i trafne spostrzeżenie. W bardzo luźnym tłumaczeniu:

Jeśli porównać ludzi do innych form życia na Ziemi, najbliższe będą wirusy. Zabijamy i niszczymy to, co nas utrzymuje przy życiu. Rozprzestrzeniamy się absolutnie bez żadnej kontroli ani zdrowego rozsądku, z którego jesteśmy tacy dumni. Masowo zabijamy i torturujemy przedstawicieli własnego gatunku [lenahtan's edit: ok, tego nawet wirusy nie robią ;] (bronią, złym jedzeniem, wykorzystaniem, represjami itp.).

Była na to odpowiedź w drugim komentarzu, też zaskakująco trafna, a nawet bardzo, bo o ile powyższe było dla mnie oczywistym od dawna, to poniższe mnie ścięło z nóg:

Masz rację, jesteśmy jak wirusy, hehe, paskudna prawda... Gdyby wyginęły np. pszczoły, cała planeta odczułaby skutki, a gdybyśmy my wyginęli, co umrze z tego powodu?

Chyba nic by za nami specjalnie nie tęskniło.

(Tak swoją drogą, to pszczoły naprawdę wymierają ostatnimi laty, może z tego wyniknąć kolejny globalny problem o którym wszyscy będą wiedzieć ale wszyscy będą udawać że go nie ma.)

Zastanawiam się czasem, czy ludzie kiedyś mieli takie myśli jak ja miewam. Przecież to niemożliwe, żeby nie mieli. Taki np. proch strzelniczy. Magia! Kaszlnięcia samego Lucyfera! Alboooo.... Jezus Chrystus. Dla Żydów to była przecież herezja, co to, pogan i barbarzyńców dopuszczać do wiary naszej? I to tak bez obrzezania? Albo.... rock'n'roll! Świetny przykład, coż za zepsucie! Ale to też chyba nie jest to, co ja myślę, To był chyba raczej brak zrozumienia. Połączony zresztą z gwałtownymi reakcjami. Akcja (zmiana) - reakcja (reakcjonizm, bue).

Ale czy kiedyś nie widzieli ludzie tej... zmiany zmiany? Tego, jak zmiana przyspiesza? No, jak przyspiesza? Einstein podobno powiedział, że największym wynalazkiem ludzkości jest procent składany, a to przecież nic innego jak funkcja eksponencjalna. Która była tu od zawsze, prawda?

Był król, rodziłeś się pod nim, umierałeś pod nim, a nawet jak pod innym, to pod podobnym. Później przyszły takie na przykład rewolucje, gigantyczne kolosy na glinianych nogach, niby nagłe zrywy, ale to też trwało latami, latami się zbierało i latami upadało. A teraz co? Ukryte zmiany, niby powolutku, a tak naprawdę nie rządzi tobą już żaden niby demokratycznie wybrany organ, rządzą tobą siły takie jak media, trendy, mody, gradienty społeczne sztucznie narzucane i naturalnie ewoluujące, rozrywające cię na strzępy - przeciwne wektory co roku, teraz modna będzie czerwień, ale za rok już bawełna, za 2 lata Web 3.0, za 4 lata ekofaszyzm, za 8 lat owłosienie na podeszwach stóp... No więc zmiana przyspiesza.

Tak samo moralność. Rodziłeś się pod Bogiem, pod jego doktryną moralną narzuconą przez Kościół, umierałeś wśród modlitw księży, z myślą o trzymaniu się tej samej moralności. Teraz jesteśmy bardziej ucywilizowani, każdy może sobie własną moralność znaleźć... A komu nie chce się szukać, może użyć gotowej, na onecie średnio dwa razy w tygodniu jest jakiś górnolotny, 'opiniotwórczy' art na taki czy inny 'poważny' temat. Dwa razy w tygodniu możesz być kimś innym. Zmiana przyspiesza, funkcja eksponencjalna goni nas w górę krzywizny.

A to tylko bardzo nieudolne przykłady. Nie umiem tego właściwie opisać słowami, zresztą to trzeba zobaczyć. W większości przypadków można zacząć od wyjrzenia przez okno, bo za oknem zawsze jakiś kawałek cywilizacji sie znajdzie. O, mam definicję cywilizacji: coś, co zmienia się, i to zmienia sie coraz szybciej.

No więc, czy ktoś to widzi? Niemożliwe, żeby nie widział. Dlaczego więc nikt o tym nie mówi? Czy to nie jest arcyciekawe? Już samo zagadnienie zauważenia tego. W jak stromym miejscu funkcji trzeba być, żeby zauważyć przyspieszenie zmian? d(exp(x))/dy = exp(x), nie ma żadnych punktów przegięcia, żadnych ekstremów, nie ma jak badać zmiany, tempa zmiany, zmian zmiany, masło maślane. Jest tylko ta pewność, że, jak na kreskówkach, jedziemy rozklekotanym wagonikiem w kopalni, z szalonymi zakrętami jak na kolejce górskiej, coraz szybciej i coraz głębiej...

I o ile mam dość pesymistyczne spojrzenie na najnowsze zmiany wokół (a może właśnie nie na same zmiany, ale na ich szybkość), to jednak jest w tym coś fascynującego. Zobaczymy co będzie dalej! Jak wysoko się wzniesiemy w swej pozornej wyższości, albo jak bardzo się zepsujemy, jak bardzo się wyniszczymy. Jakie cuda wymyślimy, gdzie dosięgniemy. Gdzie nas doprowadzi zmiana. Przy odpowiednim nastawieniu, nawet końca świata można oczekiwać jak premiery dobrego filmu, z naszykowanym koło fotela popcornem Właściwie, ta ciekawość, to chyba w tej chwili główna siła trzymająca mnie przy życiu.

Dlatego dziwię się, że nikt nic nie mówi(ł). Może wcześniej było za płasko, może to były takie pojedyncze skoki, stopnie, jak z tym wynalezieniem prochu, jeden raz na długi czas. Teraz może z kolei tak się zagalopowaliśmy, że nie zauważyliśmy, że kopyta dawno temu oderwały się od ziemi. Takie totalnie znieczulenie na wiele aspektów zmiany, przyzwyczailiśmy się do takiego tempa. Ale mimo to, niemożliwe, żeby nikt tego nie widział.

piątek, 12 czerwca 2009

When can I take you from this place?
When is the word but a sigh?
When is death our lone beholder?
When do we walk the final steps?
When can we scream instead of whisper?
When is the new beginning,
the end of this sad madrigal?

 
1 , 2