podróże przez czas, przestrzeń i myślnię.
piątek, 29 czerwca 2007

Nie płacz

Nathanel vs. Zajebiście Duża Firma - 1 : 1. W następnym tygodniu albo będzie dobrze, albo komuś jebnę (sobie powinienem ale głupio się przyznać do błędów). No chyba, że będzie dobrze. To wtedy miesiąc roboty z dupy centralnie, potwornie, i najdzieja, że to ma jakiś sens dla większej skali czasowej.

tam gdzie my

A teraz mini-party-time. Hmhmhm. Jaki spokój. Jaka wolność. Naprawdę trzeba odrobić kilka straconych lat.

ludzie i muchy też są

środa, 20 czerwca 2007

Doh, kiedy pisałem wczorajszy wpis, ten człowiek już nie żył. Nie męczy się.

Za to ja troszkę tak. Ni stąd ni zowąd rozwaliło mnie przeziębienie jakieś. Odwołałem rozmowę o praktykach (sprawdziłem przy okazji, wczoraj o 8.30 dzwoniła suka, dzień po imprezie! chamstwo.) Jutro mam następną, którą znowu chyba przełożę/anuluję - robi się niebezpiecznie wąsko i ślisko, jak plan A się nie uda to alternatyw może nie być. No nic, najwyżej znowu będzie po bandzie. Jak zwykle.

wtorek, 19 czerwca 2007
  1. Ok, płakałem. Wielokrotnie. I brzuch mnie bardzo bolał. Ze śmiechu :D O ile sama impreza była zajebista, to dzień po był równie zajebisty, jeśli nie lepszy. :D

  2. Nastrój w dół. Dawny kolega mamy z pracy umiera właśnie w szpitalu. Rak totalny, wszędzie. Nie znam go, mama też go nie widziała od wielu lat, ale jednak źle jej z tym. I mi też, chociaż zwykle nie przejmuję się takimi sprawami. Sam fakt, że usłyszałem, że po paru dniach nieprzytomności dziś się obudził i zjadł kleik, doskonale wiedząc, że to ejden z jego ostatnich posiłków w życiu, to sprawiło że jakoś cały dystans do człowieka który jest mi właściwie kompletnie obcy, prysł. Kiedy takie prozaiczne czynności, rzeczy ("to moje ostatnie łóżko") nabierają jakiegoś monumentalnego znaczenia - wtedy przychodzi refleksja, empatia, przerażenie.

  3. Nastrój do poziomu. Po kurwa 2 tygodniach od wysłania aplikacji o pracę praktyki, nagle dzwoni do mnie babeczka z firmy jakiejśtam i umawia się ze mną na rozmowę. I kiedy dzwoni? Dziś o 10 rano, kiedy ja dopiero wstałem, jestem zaspany, głodny i jeszcze pijany! I chuj, nie wiem o której mam jutro rozmowę. Będzie improwizacja.

poniedziałek, 18 czerwca 2007

Wytrzeźwiałem.

Siedząc rano na kiblu z Dziennikami gwiazdowymi Lema doszedłem do wniosku, że ten człowiek faktycznie był geniuszem. Kiepsko to wygląda, taki utarty schemat, ale Lem "wielkim pisarzem był". I nie chodzi nawet o cały aspekt "futurologiczny", czyli jak to "przepowiedział" naprawdę całkiem sporą część dzisiejszego naszego świata, a przynajmniej nakreślił kierunki, w których teraz faktycznie podążamy. Chodzi o to, że to wszystko podał, przynajmniej w Dziennikach, w taki sposób, że mam ochotę go zmieszać z błotem za to, że tak drwi ze mnie, czytelnika. Potworna karykatura bohatera, historii, a nawet całego wszechświata, obleśne pomieszanie realizmu z kabaretową fikcją i naprawdę, naprawdę kiepski (moim zdaniem) humor. A mimo to, jakimś cudem, z linijki na linijkę, ze strony na stronę coraz bardziej mi się podoba.

Ból istnienia. Ból napierdolenia. Się.

Kiedy wreszcie przestanę być adwokatem diabła, i sam zostanę diabłem? Kiedy przestanę być osobą trzecią? Kiedy przestanę być obserwatorem? Kiedy będę mógł komuś powiedzieć "I won't let you fall apart"? Komuś innemu niż sobie? I co w tej chwili również dość ważne, kiedy wytrzeźwieję?

niedziela, 17 czerwca 2007

Wróciłem. Po ponad tygodniu. Niewiele się dzieje, wakacje. Dłuuuuugie wakacje :) Bardzo możliwe, że trochę mi się skrócą, szczerze mówiąc, mam taką nadzieję - zanosi się na całkiem nieźle płatne praktyki. No ale to jeszcze się okaże. Zresztą, i tak byłbym tylko czarnuchem, robiącym ciężką i nudną pracę za którą powineinem dostać więcej niż dostanę. No ale to w końcu praktyki, nie oczekujemy zbyt wiele. Lepsze to niż kserowanie i robienie kawy w biurze :D

Poza tym, byłem na wycieczce rowerowej po Parku Wzniesień Łódzkich - po nazwie spodziewałem się czegoś... innego. Aczkolwiek bez rozczarowań, piękna, sielska i cicha okolica. I trochę spalone łapy i kark :]

A w najbliższym czasie czeka mnie chyba inna wycieczka, do Szczecina. Ale o tym kiedy indziej może.

A w zupełnie bliskim czasie: osiemnastka :O hurra, znów będę młody! A później grill na działce, pałen czilałt. Hmhm, zobaczymy. Pewne jest jedno: nigdy więcej tyle picia co w Juwenalia.

piątek, 08 czerwca 2007

Bo dla mnie nie wiedzieć czemu
wolność ma zapach acetylenu
Powstałe z karbidu gazy
doprowadzają mnie do ekstazy

KOC.
Nic dodać, nic ująć :D

A umarłem tutaj.

poniedziałek, 04 czerwca 2007
Wchodzę w to życie jak w bagno jakieś. Rzygać mi się chce od kłamstw, coraz głębiej, coraz dalej. To umiem, to umiem, to lubię, w tym ejstem najlepszy. To gra, to tylko gra, na szczeblu kurwa ogólnoświatowym. Zdecydowanie, trzeba dopisać do listy życzeń wyrwanie się z piekielnego kręgu pierdolenia o tym jak to kto lubi wyzwania, jest zorganizowany i żądny nowych doświadczeń. A myślę o tym jeszcze zanim naprawdę wszedłem w ten kręg. Aż się ciśnie na usta wyświechtane "pierdolę, nie robię".