podróże przez czas, przestrzeń i myślnię.
poniedziałek, 31 maja 2010

Kilka dni temu kupiłem sobie nowy telefon, w którym już mogę normalnie korzystać z internetu, np. z YouTube.

A tydzień temu z hakiem odbył się ślub 'prawie pod wodą'.

Z tych dwóch okazji pokażę teraz co moja przyszła żona zagra na naszym ślubie:

poniedziałek, 24 maja 2010

Sam jestem trochę zaskoczony tym, że sytuacja ta mnie prawie w ogóle nie rusza. Tzn tak, przykro mi trochę, że - w pewnym sensie z mojego powodu - mon amie obrywa po głowie. I to tym bardziej przykre, że obrywa tak zupełnie bez powodu. Empatycznie źle mi z tym. Ale jednocześnie zawsze mi się zdawało, że bardziej przejmowałbym się czymś takim. W końcu analogiczna (choć "odwrotna") sytuacja była triggerem rozpadu mojego dawnego związku. I nie ma znaczenia tutaj fakt, że oprócz triggera potrzebne były wszystkie stare niesnaski i konflikty toksycznego związku, starte na proch strzelniczny, o nie, nieważne - bo to trigger zrobił *szczk!*, ukłuł i zabolał. [Patrzę pół-świadomie pół-przypadkiem na jej telefon a tam słodkości słowne od jej "kolegi". Kurwica zstępuje na mnie.] Ta analogia (ja-dla-niego-teraz jak tamten-dla-mnie-kiedyś) bardzo chce wsunąć się pod dywan i przeczołgać się do mnie (co jest dosyć trudne, bo w rozumieniu dosłownym nie mam dywanu w swoim pokoju, a w rozumieniu metaforycznym dywan nie zmieściłby mi się w głowie), próbuje mnie ta anal-logia spenetrować analnie (to już wyłacznie metaforycznie). Ale jakoś zupełnie nieświadomie ignoruję ją, w sposób zaskakujący nie czuję jej, to znaczy tej anal-logii (dobra lubrykacja?), po prostu nie ma bezpośredniego przełożenia. Nie czuję się winny, nie mam tak naprawdę wyrzutów sumienia, że oto biedny gość się stresuje i gotuje z zazdrości przeze mnie. Bo sytuacja jest jednak inna. A dlaczego? A to dlatego, że ja tu byłem wcześniej! Byłem pierwszy! I to w obu rolach! Więc po pierwsze, wara chuju od mojej dziewczyny (w czasie przeszłym, powinienem był tak się zachować te kilka eonów temu), bo ruchałem ją 2 lata wcześniej zanim ty zacząłeś z nią wymieniać słodkie esemeski, a po drugie, uspokój się zagubiony człowieku (to teraźniejszość), bo pisałem z mon amie słodkie esemeski 2 lata wcześniej zanim ty ją zacząłeś ruchać. Hough!

poniedziałek, 17 maja 2010

Pan Tulipan uniósł drążcą dłoń.

- Czy to ten moment, kiedy całe moje życie przesuwa mi się przed oczami?

NIE, TEN MOMENT BYŁ PRZED CHWILĄ.

- Kiedy?

TO MOMENT, rzekł Śmierć, POMIĘDZY PAŃSKIMI NARODZINAMI A PAŃSKIM ZGONEM.

Terry Pratchett, Prawda

sobota, 15 maja 2010

Iza ma opis gg "I did it! :)". Powinna się teraz pochwalić rezultatem operacji powiększania tego i owego. Morze nocą jest oceanem czerni, kojąca maź o wysokiej lepkości. Patrząc na nie aż mam wrażenie, że mogę iść po nim/w nim, ciepły dotyk gęstej organicznej cieczy. Oczywiście wiem, że jest inaczej, ale wrażenie jest właśnie takie. Ciepłe fale czarnego oleju. Równie czarne jak ciemne piwo które właśnie wlewa się do srodka. Miałem fantazję seksualną nt. Ingi, czymkolwiek jest jej imię. Śmieszne uczucie przy przeciążeniach w windzie na 20 piętro zamglonego biurowca w zamglonej stolicy. Cały dzień siedzenia na krześle i słuchania najróżniejszej muzyki. Zupełnie nie umiałem przypomnieć sobie czegokolwiek z Tamtego Sopotu, który już odszedł i zmienił się w Ten Sopot. Który przynajmniej postarałem się zapamiętać dokładnie. Został równo tydzień do ostatecznej śmierci kolegi Tomasza, za to narodzi się kreatura nowa i nieznana, mąż Tomasz. Storczyk na parapecie wypuścił nowy pęd, będzie kolejne kwitnienie. Mam przed sobą tyle rzeczy które chciałem zrobić a nie mogłem, po czym nie robię ich a chciałem. Tzw hobby i zainteresowania. Bohater książki snuje się ciemnymi tunelami nie wiadomo po co i dlaczego, a im dalej on dochodzi, tym bardziej ja mam ochote obejrzec film Tarkowskiego z 1979 roku. Kamila się dobija. Czekałem (czekaliśmy?) kilka lat, teraz ona może poczekać kilka dni. No i mam nadzieję, że mam jeszcze mały palec.

bambata

14:09, lenahtan
Link Komentarze (1) »
wtorek, 11 maja 2010

Jest tego tyle, że aż nie jestem w stanie napisać.

00:21, lenahtan
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 03 maja 2010

Nie wiem czemu ale zupełnie nie boję się robienia prawa jazdy. Może jeszcze zacznę się bać. W każdym razie jak na razie w ogóle mnie to nie rusza, co jest tym dziwniejsze, że jak na razie nauka prowadznia samochodu idzie mi źle. Bardzo źle. Może właśnie dlatego jestem taki spokojny, bo podświadomie już wiem, że zaliczę jakiegoś mega-faila, więc skoro jest to pewniak, to po co się denerwować? ;]

Aha, no i niech w końcu nadejdą te samochody elektryczne. Nie mam nic przeciwko silnikom spalinowym, ale mam coś przeciwko skrzyniom biegów. Mam wręcz, że tak powiem, całą skrzynkę pełną pretensji do skrzyni biegów. Prawdopodobnie sprzęgło w moim testowym samochodzie już mnie nienawidzi. Żenua.

Wolę rower. Szkoda tylko, że mój rower też mnie nie lubi, do tego stopnia, że wolał popełnić seppuku niż dać mi pojeździć. Ze zwierzętami też tak mam, lubię niektóre, ale żadne nie lubi mnie. I chyba z ludźmi. Zresztą, jeden pies. Oh, pun intended.

Nadal odnajduję się w tej sytuacji. Nie jest to nieprzyjemne, jest nawet trochę zabawne, nowe. Chociaż nie wiem jak ta sytuacja może być dla mnie nowa, skoro trwa, ile, pół roku? Może coś się jednak niedawno zmieniło, wyewoluowało; albo mój refleks jak zwykle zaspał.

No dobra, po prostu jestem zazdrosny. Ale w ten śmieszny sposób który, widziałem na filmach i w który nigdy nie wierzyłem - z uśmiechem na ustach, ze szczerym życzeniem powodzenia. Czasem trzeba się kimś podzielić i już. Kolejna lekcja życia na kursie dla autystyków, ta akurat bezbolesna.

W ogóle ostatnio jest dość bezboleśnie. Aż dziwne. Albo to moja krótka pamięć rzeczy złych. Taki dar, chyba nie do wyuczenia. Powinienem sprzedawać swoją tkankę mózgową.

sobota, 01 maja 2010

Jestem tępym fanboyem Czarnych Oceanów Jacka Dukaja i nic na to nie moge poradzić. Inne jego książki też bywają dobre, ale zwykle są w nich bohaterowie których nie lubię, z którymi nie mogę się zidentyfikować w żaden sposób; albo mają więcej niedopowiedzeń i otwartych wątków pozostawionych samym sobie niż stron, a stron miewają niemało. A Czarne Oceany nie. Chociaż za pierwszym, za drugim, za trzecim razem nie do końca wiadomo o co chodzi, to jednak wszystko tam ma sens, wszystko gdzieś i jakoś jest wyjaśnione: kompozycja domknięta, że pozwolę sobie użyć zapożyczenia zza miedzy. No i główny bohater, którego wewnętrzne motywy potrafię zrozumieć, a nawet poczuć. I chociaż z biegiem lat miąższ powieści, jej główna tkanka: hard sci-fi robi się coraz bardziej czerstwa, to jednak soki niosące główne idee są i nadal będą świeże. Wnikliwy, trzeźwy opis rzeczywistości postrzeganej a niedostrzeganej, jej zmian, jej pochodnych. A już najlepsze jest to, że fabuła powieści, która te idee mi zaszczepiła w głowie i dała powód do rozmyślań na całe lata, opiera się właśnie na przepływie idei między umysłami. Urok fikcji, która sama się udowadnia, spełnia.