podróże przez czas, przestrzeń i myślnię.
środa, 28 maja 2008
Mój pokój jest jak Neapol - kiedyś podobno był ładny, ale co z tego, skoro teraz tonie w śmieciach?
wtorek, 27 maja 2008
Uzbrojony po zęby. Uzbrojony w tarcze uprzedzeń i cały arsenał bezinteresownej nienawiści.
niedziela, 25 maja 2008

Ściągnąłem i obejrzałem Cloverfield. "Takie se". Chociaż oglądało się wybornie. Ale połowa filmu jest tak naprawdę ukradziona zapożyczona inspirowana różnymi innymi produkcjami, nie tylko kinowymi. Poza tym, zakończenie jest jakieś... kiepskie. No a cała historia z filmowaniem "z pierwszej ręki", perspektywa osoby pierwszej, te sprawy - żadna nowość, to już było przerabiane przecież.

Nie dlatego jednak ściągnięcie i obejrzenie Cloverfield było błędem. Przede wszystkim straciłem kilka godzin - oglądanie, później research w sieci, później oglądanie mniej lub bardziej związanych filmików na YouTube. Czas przecieka mi przez palce.

A sesja tuż-tuż, a w zasadzie już-tu. Sesja-nie sesja, projekty się ciągną, deadliny zaciskają się na gardle strunami strachu. A jednocześnie taki mały paraliż, niemoc.

A tu mama chora, rozłożona przez swój własny woreczek żółciowy. Nie jest to chyba nic potwornie poważnego, niemniej jednak byłbym spokojniejszy, gdyby dała się obejrzeć lekarzowi. Może jutro.

Szkoda, że akurat dziś - tak niespodziewane - bo dziś bardzo chciała być w katedrze, gdzie Franciszek Adam został przyjęty do grona Dzieci Bożych, a jego ojciem chrzestnym został człowiek z głowa pełną smoków.

Bynajmniej nie takich smoków do ssania.

Nie przejął się tym Franciszek Adam chyba zbytnio; nawalił kupę akurat jak go oblewał ksiądz wodą św.

Swoją drogą, ciekawe skojarzenie mi właśnie przyszło do głowy: Deformant, którego pokonał złożony z usieciowionych nanobotów smok miał na imię Franciszku. Dukaj, Dukaj, oczy wyobraźni bolą.

Kolejnym błędem który popełniłem, było ściągnięcie Homeworlda 2. Ze screenów wynika, że dwójka jest gorsza niż jedynka, ale ze screenów wynika też, że pierwsza część jest kupą gówna - a nie jest! Tak więc mam ochote w końcu sprawdzić te grę (a to już będzie podejście drugie! za pierwszym razem miałem za słabego kompa), ale to będzie się równało utracie kolejnych godzin, dni może. A przecież i tak nie dorówna oryginalnemu Homeworldowi, prawda?

W międzyczasie przez moje miasto przewinął się niespodziewany gość. Międzyczas dośc dobrze oddaje niespodziewaność tej wizyty. Nie wiem, czy pomogła, mam nadzieję, żę tak. Przy okazji przez moment widziałem swoje miasto oczami kogoś z zewnątrz, i bardzo, bardzo-bardzo starałem się nie wstydzić, ale nie mogłem - tok myślenia napiętnowany blogami takimi jak ten, ten czy ten. Ale zdjęcia wyszły fajne. Chociaż fakt - nie zrobiliśmy sobie żadnej wspólnej głupkowatej foty. Oh well, some other time, some other place, maybe.

To wszystko napisawszy, pokręce się pod domu. Pokręciwszy się po domu, spróbuję popracować nad projektem. Ale nie za długo, bo jutro rano (raczej niewyspawszy się) zrywam się wyciągnąć numerek mamie do lekarza w przychodni. (Mental note to self: nawrzucać na lekarzy w jednym z kolejnych wpisów.) A później, wyciągnąwszy numerek, może przejadę się do tego lunaparku zwanego uczelnią i zaprezentuję swój zajebisty projekt panu niezajebistemu, którego nie lubię. FABRICATI DIEM, PVNC!

wtorek, 20 maja 2008
Idę na egzamin "na Sokratesa" - wiem, że nic nie wiem.
poniedziałek, 19 maja 2008

Rozpadam się.

Odłupują sie małe kawałeczki. Odpadają. Złuszczają się wierzchnie warstwy, ale pod nimi nic bardziej żywego nie ma - taka sama suchość, kruchość. Kolor kości wysuszonych na słońcu pustyni nałożony na usta - tak to umiem opisać. Albo tak: Palce odpadają, a z ran, z kikutów nie leci krew, tylko sypie się coś jak mąka, drobny pył wzbija się w powietrze wokół. Nie ma już zapachu stęchlizny, nie ma żadnego zapachu - tylko zapylone płuca.

Jak kostka magnezji.

Tak więc - żeby nie było, że tu nie wchodzę - wchodzę. Wchodze, rozglądam się, i nie wiem co dalej. Napisałbym coś czasem, ale nie wiem co, nie mam co.

czwartek, 15 maja 2008
sobota, 10 maja 2008
Budziu. Kurwa. Jak strasznie bym chciał.

Czasami mam wrażenie, że oni te riffy na chybił-trafił wybierają. Tym razem na początku było wielkie WTF, jak zwyke zresztą. Ale, jak zwykle zresztą, po pewnym "dojrzeniu" spodobało mi się, na tyle, że teraz nie mogę melodii z głowy wyrzucić.

piątek, 09 maja 2008

Mort sądził, że historia miota się jak zerwana lina holownicza, że smaga na prawo i lewo szerokimi, niszczycielskimi cięciami.

Historia jest inna. Historia pruje sie delikatnie jak stary sweter. Wiele razy była łatana i cerowana, splatana na nowo, by bardziej odpowiadała rozmaitym osobom, wciskana do pudła pod zlewam cenzury, by czekać tam, aż potną ją na ścierki propagandy. Jednak zawsze w końcu wyrywała się i powracała do dawnego, znajomego kształtu. Historia ma zwyczaj zmieniać ludzi, którzy myślą, że ją zmieniają. Zawsze trzyma w wystrzępionym rekawie kilka dodatkowych asów. Radzi sobie już od bardzo dawna.

Genialne. Terry Pratchett, Mort. Uwielbiam. I jak tu szukać egzotycznych (dla mnie egzotycznych) Gombrowiczów, jak mi kasy i czasu nie starczy na kompletowanie Pratchettów i Dukajów? :(

zapach zgnilizny, zimny blask, lepka siność, sina lepkość

promieniujący chłód

przymknięte oczy

dryf/przesuw

oślepiająco jasna ciemność

nieprzerwany zgrzyt przyprawiający o mdłości 

kropelki szarej wody na twardej zimnej skórze bez czucia

 
1 , 2