podróże przez czas, przestrzeń i myślnię.
czwartek, 26 kwietnia 2007

Paszeko, rozkazuję ci, zjeżdżaj. Nie ma cię, *pstryk* palcami, znikasz. Jeden klik, i już cię nie widzę. Otwierm żaluzje, a ty uciekasz. No raz raz. Zamykam oczy i widzę ciemność, otwieram oczy i nadal widzę kojącą ciemność, nie ciebie. Nie ma cię, nie było i nie będzie. Dlatego, że ja tak mówię.

Nie ma samotności.

poniedziałek, 23 kwietnia 2007
Pająk skrzyżowany z trzepaczką do jajek

Wczoraj miałem okazję pobawić się urządzeniem do masażu głowy. Jakkolwiek idiotycznie to brzmi. :)

Urządzenie to początkowo posądziłem o bycie sprzętem kuchennym (zaznajomienie się miało miejsce w kuchni właśnie), zresztą wyglądało jak rozwalona trzepaczka do jajek. "Zakłada" się to to na głowę... i odrobinę zdejmuje, zakłada i zdejmuje, naciągając na głowę jak... nieważne. Z boku wygląda to jak jakaś potworna perwersja, i w sumie pierwsze odczucia podczas masażu są podobne. Widocznie w normalnych warunkach skóra na głowie nie jest pobudzana w ten sposób, dlatego pierwsza reakcja jest niesamowita - dreszcz przebiegający po całej głowie i dalej... Podobno przy regularnym stosowaniu działa bardzo relaksująco - ciekawe, trzeba będzie kiedyś spróbować... :>

sobota, 21 kwietnia 2007

Co tam w kraju? A tam w kraju...

Trójka dzieci przechwala się które z nich ma ważniejszą mamę:
- Moja mama jest historykiem w IPN, ona to ma władzę!
- A tam, historykiem, moja obsługuje w IPN niszczarkę!
- To jeszcze nic... moja obsługuje Xero.

No proszę, to w kraju. Dobry joke, z drobrego źródła - joemonster.org.

A co tam w Danii? A w Danii w środę cały dzień biegałem z grupą po siedzibie jakiejś firmy i przeszakdzając ludziom w pracy mierzyłem różne różniaste rzeczy (stężenie CO2, ozonu, kurzu, temperaturę, wilgotność i takie tam) sprzętem którego wartości chyba nawet nie chcę znać. Pracownicy firmy, mimo że byliśmy dla nich pryszczem na dupie, przyjmowali nas z uśmiechem, bo pomiary te przydadzą się nie tylko nam, do finalnego projektu z jednego przedmiotu; oni je także wezmą na poważnie, rozważając na ich podstawie modernizację systemu klimatyzaji/wentylacji. Czyli tak jakbyśmy byli prawdziwą firma konsultancką. Pełne obustronne zaufanie, pełna współpraca, i naprawdę spory sens tego co robiliśmy. Czegoś takiego będzie mi w Polsce brakować.

Poza tym, stwierdzam oficjalnie: nauczyłem się gotować. Co prawda podstawy znałem już od paru lat, ale przez te 3 miesiące miałem więcej praktyki niż przez całe wcześniejsze życie. I naprawdę to polubiłem. :)

14:16, lenahtan , DK
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 kwietnia 2007

A słyszałam też że w 2012 ma być koniec świata, nie sądziłam że mówią o euro...

Asia zwana Żułaną
(komentarz do faktu organizowania przez Polskę Mistrzostw Europy w piłce nożne
j)

Zaprawdę, myśl złota i wcale nie taka mi obca... I jeszcze podając za onetem: Nigdy żaden kraj na takich igrzyskach nie stracił - powiedziała Gilowska. Nie zapominajmy, że Polak potrafi. :>

poniedziałek, 16 kwietnia 2007
slave screams
he thinks he knows what he wants
slave screams
thinks he has something to say
slave screams
he hears but doesn't want to listen
slave screams
he's being beat into submission

don't open your eyes you won't like what you see
the devils of truth steal the souls of the free
don't open your eyes take it from me

i have found
you can find
happiness in slavery

slave screams
he spends his life learning conformity
slave screams
he claims he has his own identity
slave screams
he's going to cause the system to fall
slave screams
but he's glad to be chained to that wall

don't open your eyes you won't like what you see
the blind have been blessed with security
don't open your eyes take it from me

i have found
you can find
happiness in slavery

i don't know what i am i don't know where i've been
human junk just words and so much skin
stick my hands thru the cage of this endless routine
just some flesh caught in this big broken machine
sobota, 14 kwietnia 2007
Szansa jedna na milion sprawdza się w dziewięciu przypadkach na dziesięć.
 
(teraz to już na pewno) Terry Pratchett, seria Świata Dysku

Wpis za dzień 13.04.2007, 18.36

Ela jest zła. Poprawka, Ela jest dobra, to Nathanel jest głupi. Warszawa jest zła. Poprawka, Warszawa jest bardzo zła. Okęcie, terminal Etiuda - ZŁO w najczystszej postaci. Płatny hotspot Ery to też zło, ale troche mniejsze, bo i tak głupio by mi było skazić swój komputer bitami przesyłanymi przez sieć którejjakoś tak po prostu nie znoszę.

piątek, 13 kwietnia 2007

Dziś jest moja druga ostatnia noc w pierwszym z moich dwóch łóżek. Jutro (a właściwie to już dziś...) frunę z powrotem do Danii. Nie chcę mi się pakować, najchętniej teraz poszedłbym spać i obudził się już na pokładzie samolotu, najlepiej w fotelu przy oknie. Natomiast ogólnie wracać mi się chcę. Co jest o tyle dziwne, że teraz będę miał co robić, 2 miesiące wcześniejszego obijania się robią swoje, projekty się posypały jak śnieg poprzedniej zimy, deadline-y straszą z kątów i zakamarków pamięci, ostrząc sobie zęby na mój spokój ducha. A mimo to, chce mi się wracać. No cóż, zawsze to jakaś aktywność, przymuszona bo przymuszona, ale jednak.

Przedwczoraj dałem dowód swoich niesamowitych zdolności i złamałem sobie jakiśtam paliczek w małym palcu u nogi na basenie. Haha, śmieszne. Oczywiście, same zdolności nie wystarczyły, przydały się też śliskie mokre deski w saunie, piękna baletowo-płotkarska pozycja przyjęta w czasie fazy lotu i ciężar ciała przygniatający biedny palec który się zawieruszył gdzieś pod resztą poplątanych członków. Ah, jaki poetycki opis mi wyszedł. Na szczęście skończyło się na całkiem niepoetyckim ale wygodnym plastrze który niby usztywnia palec - jakby mi chcieli na pogotowiu gips założyć to bym ich chyba wyśmiał. W każdym razie, to moje pierwsze złamanie. Dobrze, że takie mało upierdliwe i generalnie małe rozmiarami. Czułem się, jakby dostał jakiś fajny prezent z okazji święta, o którym nigdy wcześniej nie słyszałem.

Poza tym, noszę się z zamiarem rozwinięcia paru myśli na jakimś nowym blogu, o bardziej konkretnej tematyce. Wcześniej jednak chcę dokształcić się w działaniu platformy bloxa i stylów. Zanosi się na ciężką pracę przy paru "kursowych" blogach na bloxie. Fakt, jest ich sporo, ale jak już kiedyś próbowałem, to nauka, ba, zrozumienie czegoś z CSS prawie przerastało moje mozliwości. Żałuje człowiek w takich chwilach tych wszystkich godzin spędzonych kiedyś przy grach i ircu...

PS. Do cholery, czy to z Operą jest coś nie tak, czy z tym edytorem bloxowym? Jedyny który mi tu działa to TinyMCE, który notorycznie coś miesza. Toż to się wygodniej pisało w surowym HTML, wystarczyło parę trywialnych tagów, a tutaj wszystko się pierdoli i nawet nie wiadomo dlaczego.

czwartek, 12 kwietnia 2007

Tym sposobem zaczynam nowy dział w swoim skromnym blogu. Mam nadzieję, że nie będzie taki banalny, jaki się wydaje że będzie.

Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, nie ma problemu.

Mój stary dobry kolega Marek, informatyk

(próbowałem znaleźć prawdziwego autora tej myśli, ale trafiałem na tak odmienne ślady jak Terry Pratchett i jakiś raper Łona, więc zrezygnowałem i zdecydowałem się pozostać przy koledze.)

środa, 11 kwietnia 2007

Czy zdążę zabloxować we wtorek jeszcze? Czy już będzie środa? :) Zostały mi niecałe 3 minuty!

Postanowiłem wrzucić w linków jeden z moich ulubionych teledysków, klip do piosenki "Let Forever Be" The Chemical Brothers. Obraz jest totalnie pokręcony, przypomina sen pomieszany z jawą, i chyba dlatego pasuje do piosenki. Kipi błyskotliwymi ideami i naprawdę ciekawymi (a wydawałoby się prostymi) efektami... specjalnymi? Nawet nie wiem jak to nazwać. Jest po prostu genialny, mogę go oglądać w kółko bez końca. :)

Swoją drogą, chyba muszę zacząć sprzątać w dziane linek i sznurków bo za wiele YouTubowych nieistotnych śmieci tam jest...

No i nie zdążyłem, już środa...

 
1 , 2