podróże przez czas, przestrzeń i myślnię.
poniedziałek, 26 marca 2012

Droga ku oświeceniu jest długa i wyboista, ale wcale nie musi być bardzo pokręcona.

Sam nie wiem czy zmierzam ku oświeceniu czy ku jakiejś demencji młodzieńczej, może to taka przelotna ochota, jak to często u takich ludzi jak ja. W każdym razie czuję teraz, że jedną ze ścieżek na tej drodze jest skupienie się na medytacji ciała. Dlatego postaram się przez miesiąc dojeżdzać do pracy rowerem. Nie narzucam sobie super-twardych reguł, tak jak wtedy, kiedy nie piłem alkoholu - były 2 czy 3 okaze kiedy się napiłem, ale to były dobre okazje, m.in. z mon amie (coraz bardziej czuję że ten tytuł jest nie na miejscu ;p), a cała akcja trwała tylko 3 tygodnie. Sam fakt, że traktuję to jako jakies osiągnięcie może sugerować że jestem człowiekiem conajmniej słabej woli albo i nawet uzależnionym. Ale własnie o to chodzi, że ograniczenia sa arbitralne, czasem 'srogie' (w sumie dziwnie było mi odmówić piwa na spotkaniu z kumplami przy pizzy - ale przecież tylko dlatego, że prawie nigdy się z tym nie spotykałem), ale jednocześnie są totalnie lajtowe i tak należy je traktować. Nic się nie stanie jak się świadomie ogranicze na jakiś czas, ale nic się nie stanie jak to ograniczenie złamię. Tak więc rowerem do pracy. Poza tym mam ochotę na jakiś czas bez mięsa - tydzień, dwa, miesiąc. Tylko niech troszkę warzywa stanieją. I może bez słodyczy. Abstynencję alkoholową tez potwórzę pewnie, ale za jakiś czas.

W ramach tej samej drogi kupiłem skrzynki na balkon i nasiona cebuli, sałaty, szczypiorku. Nie wiem co z tego będzie, może nic - ale własnie chodzi o spróbowanie! A jak się uda to będę miał smaczne (bo swoje) warzywa, chociażby w ilościach minimalnych.

Jeszcze tego nie rozumiem, ale to wszystko układa się w jakąś większą całośc. Takie malutkie elementy, moje małe albo i niemałe dziwactwa jak te powyższe, albo nie oglądanie tv, albo świadome pozostanie przy starszych ale wydajniejszych technologiach informatycznych, słuchanie muzyki takiej jak Delerium - to wszystko sa jakieś puzzle, układające się w drogę ku świadomemu minimalizmowi, świadomym wyborom, ku świadomości oświeconej.

I czuję to wszystko teraz, a jeszcze wczoraj byłem smutny i czułem się samotny, co przedłużyło się aż do rana, przez sen który był przyjemny ale tylko dopóki trwał. A wystarczy skupić się nie na sobie, a na przestrzeni wokół siebie, na małych rzeczach definiujących i zmieniających nasze spojrzenie na świat. Np. młode rośliny ananasa, które rosną tak szybko, że aż zaczynam uwierzyć za za rok-dwa doczekam się małego owocu. Ale jeśli się nie doczekam, to trudno, i tak jest fajnie.

Może bredzę, może nie. Zobaczymy co z tego wyniknie. Chciałbym tylko móc wziąć ze sobą kogoś specjalnego w tę drogę.

poniedziałek, 05 marca 2012

Abstynencja alkoholowa zakończona dawno temu, jak widać poniżej. Jutro jadę pierwszy raz sam do szklanych domów, zobaczymy jak będzie. Pewnie będę się denerwował troszkę, a pewnie nie powinienem. Dziś w domu nic przyjemnego, poza obiadem i awizo na fb mówiącym że na poczcie czekają na mnie paczki spakowane rarem, więc może dobrze, że jutro poza domem. Tak, zdjęcia "z dżungli" są niesamowite, jeszcze to światło, dokładnie takie jak sobie wyobrażam w prawdziwym lesie tropikalnym. Sensi mówi, że potrzebuje wakacji. Ja też, chociaż miałem rok temu i to udane, ale już potrzebuję nowych. Wyjechać gdzieś. No, jak dobrze pójdzie to tak się stanie, najpierw bliski zachód a później nieco dalsze południe, ale też tak banalnie nie będzie, że BACH jadę i już. Martwię się terminami, pieniędzmi. Pewnie niepotrzebnie. Jak to powiedziała panna K. o swojej przyszłej pensji "ja tak naprawdę nie potrzebuję tych pieniędzy". Ona po prostu ma ochotę wyjechać i po prostu ją realizuje. PO PROSTU. ;) Myślę, że to w pewnym sensie musi być inspiracja dla nas wszystkich, dla ciebie też, wróżko. Easier said than done? Yeah, but probably also easier done than when you just think about how difficult it might be... Tak jak moje jutro.

23:57, lenahtan
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 marca 2012

Boję się, co by się ze mną działo, jakbym robił prochy, dosłownie translatując angielski jezyk.

Zamiast prochów jest w tej chwili King Cimson Red oraz niezerowa zawartośc alkoholu we krwi. Prowokuje to myśli o olśnieniu, epifanii, ascendencji. To wszystko nastepuje, powoli, ale czuję to, nastepuje. Jak jestem w 100% trzeźwy to też czuję. Kiedyś będę bytem nierealnym, a póki co następuje powoli ten proces. Zauważam, że zjawiska wokół mnie nie są złe, ani nie są dobre, po prostu SĄ. Moja moc wynika jedynie z mojego umysłu i z jego możliwości koncentracji, skupienia. Wynik w zawodach wspnaczkowych jest cześciowo pochodną tego. To tam aktualnie głównie odnajduję ascendencję. Mam nadzieję, że nie tylko ja - mohikanka? Moje ciało, tak słabe i nic-nie-znaczące, okazuje się silniejsze niż stal, zahartowane, jak zwykle: przekonujące mnie, że jestem tak naprawdę nieśmiertelny, niezniszczalny. Wyniki osiągam kiepskie - w klasyfikacji ogólnej - jednak w skalach własnej psychy - SZCZYTUJĘ. Wiem, że jeśli umrę - to się nie liczy, a jeśli przeżyję - to będę na zawsze. To jest taka banalna nieśmiertelność. Banalna do naśladowania (bo każdy może być w taki sposób nieśmiertelny), jednak małe są szanse na fałsz - to co było mną, pozostanie mną, na wieki, na zawsze, w umysłach które są w stanie ogarnąć coś tak wielkiego, jak moje istnienie i zapamiętanie mnie, a jednocześnie są tak małe, że skupiają się na tak małych wydarzeniach, jak istnienie i zapamiętanie mnie.

Każda dusza jest tak samo nieśmiertelna, różnice wynikają jedynie ze zdawania sobie z tego faktu sprawy.

Boże, bierz.