podróże przez czas, przestrzeń i myślnię.
niedziela, 30 grudnia 2007

(Talking to myself all the way to the station
Pictures in my head of the final destination
All lined up, all the ones that aren't allowed to stay
Tried to save myself but myself keeps slipping away)

(Tried to save a place from the cuts and the scratches
Tried to overcome the complications and the catches
Nothing ever grows and the sun doesn't shine all day
Tried to save myself but myself keeps slipping away)

Ja też nie ucieknę narracji.

sobota, 29 grudnia 2007

Taki sen ktoś miał kiedyś. Ludzie znikali. Potworne wizje zwłok w okropnym stanie. Dwa palce wsadzone pod powieki, podciągające je, odsłaniające całą gałkę oczną pełną martwego spojrzenia. A ludzie znikali. I nagle przebłysk zrozumienia! Uświadamiasz sobie, że to ty mordujesz, masakrujesz ciała, oglądasz oczy. Po godzinach stajesz się seryjnym mordercą, psychopatą, twoje alter ego. I tak od zawsze.

Biedna, obudziła się o 5 rano, zlana potem. Chodziła przez 2 godziny po pokoju próbując siebie przekonać, że to tylko sen. Gdzie jest Agata? Czy ją też zabiłam? Zaraz, jest w Hiszpanii, na konkursie. Ale kiedy miała wrócić? Dalej. A mama? Zadzwonię. Dzwoni. Dlaczego nie odbiera? Kiedy ostatnio z nią rozmawiałam?

Rzecz w tym, że to był tylko sen. No, w dosłownym znaczeniu, to oczywiste, że tylko sen. Ale nie tylko w dosłownym znaczeniu. W sensie, nie ma tak naprawdę tego dualizmu; nie da się wyjąć z człowieka całego gówna i ulepić z tego Mr. Hyde, tak samo nie można całej szlachetności wykręcić i z tej esencji stworzyć Dr. Jekylla. Nie możemy udawać, że raz jesteśmy aniołami, a raz insektami. Próbuję aktualnie stworzyć w miarę spójną i sensowną dualną manifestację siebie gdzieś w internecie, każda połowa ma swój login, ma swoje hasło, są w założeniach kompletnie rozłączne. Jedna trochę bardziej jasna, druga trochę bardziej mroczna. Mały roleplej. No i nie da się. Mimo moich starań, zaczynają się przenikać. I wypływam na wierzch ja, w całej okazałości i nieforemności, totalnie burząc cały wcześniejszy plan.

Oh Peggy Brown, oh Peggy Brown, kto ciebie ukochać będzie umiał? Chuj to wie.

piątek, 28 grudnia 2007

Krew czernieje pod wpływem kwasu.

Napisałem to kilka godzin temu bez wiekszego namysłu, po prostu taka prosta organoleptyczna obserwacja. Brodawka wirusowa w skórze, mał auto-operacja, krew się polała, miejscowo zaaplikowałem sobie lek zawierający rozpuszczający tkanki kwas.

Teraz dopiero zorientowałem się, jak fajnie to brzmi. Jak jakaś potwornie głeboka sentencja.

Myśl obca, bo chociaż sam ją wymyśliłem, to przez przypadek. Czy możemy brać odpowiedzialność za własne przypadkowe działania?

czwartek, 27 grudnia 2007

Jak. To. Kurewsko. Boli!

Gdzie się kończy racjonalizm, a zaczyna masochizm?

IRC homage.

[00:21] <Aaa> o, Ccc
[00:25] <Bbb> gdzie
[00:25] <Bbb> poka

[00:26] <Aaa> na n-k
[00:27] <Bbb> no poka
[00:28] <Bbb> lolz
[00:28] <Bbb> co wyglada dziwnie :D

[00:29] <Aaa> heh
[00:29] <Bbb> az go dodam

środa, 26 grudnia 2007

Jesteś bardzo niesprawiedliwa. Masz mi za złe, że się wtrącam. Masz mi za złe, że się odsuwam. I tak, odsyłam cię, zresztą sama się uparłaś, podporządkowałaś życie zwierzęciu. Nie wiem czego ty ode mnie oczekujesz. Wpadasz, robisz burdel w mojej głowie i znikasz, po czym masz pretensje. Jakbym zaczął rozmawiac z toba o uczuciach to byśmy wpadli w jakieś bagno. Z kolei jak o nich nie mówię - chyba uważasz, że ich nie mam. Myślisz, że lepiej by było, jakbym ja też pisał co się ze mną dzieje? Jest cholernie trudno udawać, że wszystko jest ok. Tęsknie za tobą i wiem, że nie mogę ci tego powiedzieć. To przykre. Nie bądź niesprawiedliwa.

wtorek, 25 grudnia 2007

Brian found himself unable to snap his fingers and terminate the trip, which continues.

poniedziałek, 24 grudnia 2007

Znowu grzmi w kościach. Dwa dni ściany pod rząd grzmią w kościach, w mięśniach. Godzina łażenia po mieście o północy w letniej kurtce grzmi w kościach, w głowie i w gardle. No i Metallica grzmi.

Na kolędy jeszcze przyjdzie czas. Już niedługo.

Już się głodny robię.

U, i prezenty trzeba zapakować! :D

Vaseline.

Petroleum soft jelly.

Eve's eve in the evening was a truly bizzare time, most bizzare evening since the last time I've seen you. I gave you funny thougts about parking meters, you gave me this illness again: severe lack of understanding.

(What can be and what should not be done in a Pizza Hut restaurant?)

Severe, severe...

Sever this link.

All is so wrong here.

But still, I know that I will never sever this link. It is way too precious for me. As some wiseman once wrote: one can only have power over things he can destroy. So I grasp to that power.

T minus 9 hours, +/- 3 hours.

 
1 , 2 , 3 , 4