podróże przez czas, przestrzeń i myślnię.
środa, 28 lutego 2007

End of passion play, crumbling away
I'm your source of self-destruction
Veins that pump with fear, sudden dark is clear
Leading on your deaths construction

Dziś rano Kamil dostał smsa od swojej dziewczyny, że chyba za pare dni wróci do Polski - bo teraz siedzi od 3 tygodni w Monachium, gdzie pracuje jako (foto-?)modelka. No więc miała tam jeszcze siedzieć 2 miesiące, ale okazało się że z niewiadomych (albo po prostu niezrozumiałych dla nas, prostych mężczyzn 850km dalej) powodów nie ma dla niej teraz pracy tam, mimo że jakiś kontrakt był podpisany. No i wraca jakoś na dniach. Przez godzinę Kamil chodził smutny, że ją wychujali. Po godzinie przyszły kolejne smsy - okazało się, że tak, ona teraz wraca, ale w połowie lipca może wyjedzie na 2, 3 miesiące do Milanu, też w charakterze modelki. Problem w tym, że Kamil wróci z Danii pewnie gdzieś tak pod koniec czerwca, więc przez jakieś 7 miesięcy będą się łącznie widzieć 2, góra 3 tygodnie. I przez cały dzień chodził smutny, bo ona go wychujała... Nie masz człowieku problemów, znajdź sobie kobietę. ;)

I'm pulling your strings
twisting your mind and smashing your dreams
Blinded by me, you can't see a thing
Just call my name, `cause I'll hear you scream

A ja wracam do kraju na święta, ale tylko dzięki uprzejmości kolegi mogłem zabukować bilet lotniczy online - co to za pieprzony wymóg posiadania karty kredytowej? Mam wrażenie, że cały zachód od tak dawna używa kart kredytowych (a raczej ich numerów) do płacenia na odległość, że teraz trudno im się przestawić na przelewy. A o ile mi wiadomo, przelew online w dobrym internetowym banku jest 100 razy bezpieczniejszy niż wpisywanie na stronie w formularzu numeru swojej karty kredytowej; ale co ja tam moge wiedzieć, marny w takich dziedzinach robaczek...

Come crawling faster (faster!)
obey your Master (Master!)
your life burns faster (faster!)
obey your Master! Master?
Master of Puppets! I'm pulling your strings...

czwartek, 22 lutego 2007

Dryfuję ku wkurwieniu.

Nie rozumiem człowieka który w pół do 1 w nocy jeżdzi sobie po wiosce studenckiej spalinową maszynką do zgarniania śniegu, która jest niewiele większa od kosiarki a niewiele cichsza od ciągnika marki kurwa Ursus. Nie rozumiem, dlaczego twierdzi, że jak nie zrobi tego teraz to będzie musiał przyjść później w nocy. Nie zrozumiałem kompletnie jego wyjaśnienia bo idiota nie chciał wyłączyć maszyny na czas rozmowy z nim bo... bo kurwa nie rozumiem.

Ale przynajmniej wiem, że nie jestem sam.

środa, 21 lutego 2007

"...draped within a fate I could not change, and always welcoming winter's epilogue."

(Myślę, że) to już ostatnie podrygi zimy. Rano w oknie powitała mnie śnieżyca, idąc na uczelnię zamiatałem już śniegu miejscami po kostki. Kiedy teraz wracałem, bylo jeszcze ciekawiej. Przy czym cały czas pada nowy śnieg i wieje wiatr także między kontenerami latają białe tumany. (I bynajmniej nie mam na myśli niemądrych osobników rasy niekolorowej.) Nie muszę już dziś nigdzie iść więc mi się podoba. :D A jak przestanie wiać i padać, to może gdzieś zobaczę coś takiego: Zmrużona zima. Chociaż jak dla mnie, to tytułowa zima powinna raczej być "znużona" - tym jak ją wszyscy klną i czekają na wiosnę. A fotografowi się należą gratulację za naprawdę, naprawdę zajebistą fotę.

poniedziałek, 19 lutego 2007

Dziś byłem w kościele. Rzymsko-katolickim, czyli zgadza się z tym co mamy w Polsce. Fajny zbieg okoliczności, że mam do niego tylko jakieś 20 min z buta, bo Dania to raczej kraj ateistów, a jak już ktoś jest wierzący to pewnie w większości przypadków jest protestantem, więc pewnie nie ma za wiele rzymsko-katolickich parafii w Danii. Także dobrze, że jest blisko. Wrażenia były dosyć ciekawe. Niby wszystko tak samo jak u nas, porządek mszy, ołtarz itd, ale jednak:

  • na mszy obecny był pies (później się dowiedziałem, że bardzo często tam przychodzi, a raczej zostaje przyprowadzony, na marginesie dodam że to był chyba 3 albo 4 pies jakiego widziałem w tym kraju przez miesiąc
  • ministranci byli wszyscy bez wyjątku azjatami (a raczej ministranci i ministrantki, bo większość stanowiły dziewczynki - śmiesznie wyglądał ksiądz - typowy nordyk - otoczony przez gromadkę małych żółtków
  • w ławach też w dużej części, może i w połowie, żółtki.

To mnie zaskoczyło, ale jednocześnie potwierdziło, że to, co wczoraj sprzedawała mi pewna nieznajoma Chinka, to nie była taka bzdura na jaką wyglądało. Otóż, podobno w latach 70. wiele duńskich rodzin adoptowało dzieci z Korei Pd. O ile powyższe zrozumiałem, to uzasadnienia już kompletnie nie zrozumiałem - podobno obydwu zainteresowanym rodzinom (koreańskiej-dawcy i duńskiej-biorcy) się to OPŁACAŁO. Nie wiem, nie pytam, nie chcę wiedzieć. W każdym razie dziś w kościele się to potwierdziło, zwłaszcza że chyba wszystkie żółtki były w wieku ok. 30 lat, co by się zgadzało z adopcją małego dziecka w latach 70.

Później pojechaliśmy z Kamilem rowerami nad morze. Po drodze przejechaliśmy przez las-park-rezerwat, takie wszystko co najlepsze w jednym: wielka przestrzeń, trochę alejek spacerowych, piękne zagajniki, pojedyńcze graby mające chyba ze 150 lat, stawy, no i STADO, całe, spore stado jakiejś zwierzyny leśnej - nie wiem, nie znam się, pewnie jakieś jelenie, kompletnie oswojone z ludźmi przechodzącymi alejkami 10m od nich. Fajne. Już wiem gdzie będę chodził kiedy będzie mi się nudziło. Generalnie jeśli zdarzy się komuś bardziej lub mniej przypadkiem znaleźć się w okolicy DTU czy ogólnie Lyngby w Danii, to radzę samemu tam pojechać/pójść, naprawdę fajne miejsce. (na wschód od DTU, mapa z googla) Samo morze jak morze, piździ i śmierdzi (czyt. świeże, rześkie morskie powietrze :). Wiosną będzie miło.

01:00, lenahtan , DK
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 lutego 2007

Dziś jest chiński nowy rok. Ten rok upłynie pod znakiem świni, co oznacza podobno że jest to dobry czas na zawieranie małżeństw. Nie, dziękuję, chyba poczekam. Najlepiej 12 lat, bo wtedy znowu będzie rok świni - cykl "zwierzęcy" w chińskim kalendarzu trwa właśnie 12 lat. I mimo, że są to w końcu tylko przesądy a ja mam o przesądach bardzo stanowcze zdanie, to jednak mam wrażenie, że chińskie kalendarze i astrologia mają w sobie jakiś urok. Cóż, moda na orient tak na mnie wpływa?

Najfajnieszy jest sposób pozdrawiania się z okazji chińskiego nowego roku: Chińczycy podobno mówią sobie zazwyczaj coś takiego: "życzę ci wszystkiego najlepszego i abyś miał dużo pieniędzy!" Pragmatyczni i konkretni ludzie. :]

(Nie wiem jak się do tego ma życzenie "Obyś nie żył w ciekawych czasach", wiem, że znam je z książki Terryego Pratchetta, ale czy naprawdę tak się mawia w Chinach, czy to tylko kolejny humorystyczny element Świata Dysku odbijający w krzywym zwierciadle nasz świat - nie pamiętam. Ale chyba pasowałoby to do wielu Chińczyków - w końcu co mogą oznaczać ciekawe czasy? Wojny, klęski żywiołowe, rewolucje?...)

piątek, 16 lutego 2007

Półtorej godziny powolutku pisałem sobie długachną notkę a w międzyczasie przyszedł kolega, coś tam naklikał na youtube i poszedł, włączam zakładke z blogiem a tam jestem wylogowany ;((( I cała notka poszła się kochać. :(( Wiem że już jej drugi raz nie napiszę bo mi się nie chce :( Ale może to i lepiej, bo zamaist ciężkiego posta o wojnie będzie nowy link w zakładkach, do zabawnego i inspirującego teledysku z Bollywood.

środa, 14 lutego 2007

Dodałem nowy dział w zakładkach, głównie po to żeby móc podzielić się Sierpniową nocą, którą sobie przypomniałem wczoraj. Sierpniowa noc to opowiadanie Jacka Dukaja. Bardzo krótkie ale bardzo dobre. Pierwszy raz przeczytałem je parę lat temu i pamiętam że mnie wtedy przeraziło. Wczoraj zresztą też. Zastanawiam się, czy to prawda co pisze narrator, czy faktycznie każdy czasem ma takie uczucie jakie opisane jest w tym utworze? Czy to tylko ja?

sobota, 10 lutego 2007

Kim jestem? Networked Artificial Technician Hardwired for Accurate Nullification and Efficient Learning. A kim jest moje blogowe alter ego? Lethal, Evil, Nun-Abducting, Hitchhiker-Torturing Abomination of Nihilism. Bez komentarza.

Additional readings: Nefarious Anger-Motivated Explorer-Devouring, Elder-Crushing Ogre from the Dreaded Enchanted Ruin

sobota, 03 lutego 2007

"Fala powszechnego oburzenia i konsternacji przetacza się w sobotę przez Włochy w związku ze śmiercią policjanta, który zmarł z powodu ran odniesionych podczas piątkowych starć pseudokibiców w Catanii na Sycylii. W zamieszkach rannych zostało 150 osób, w tym 26 policjantów. Aresztowano 9 chuliganów." - pisze onet.

"Wstrząśnięty minister spraw wewnętrznych Giuliano Amato powiedział w reakcji na wydarzenia w Catanii: "W tych warunkach nie będę więcej posyłać funkcjonariuszy na stadiony. Nie można umierać z powodu meczu".

No, nareszcie ktoś na to wpadł. Nie żebym wierzył, że słowa pana Giuliano staną się prawdą, pewnie tak tylko sobie rzucił na wiatr, na fali ogólnego poruszenia narodu włoskiego. Ale dlaczego nie? Dlaczego nie spróbować u nas, przecież mamy identyczny problem. Naprawdę nie rozumiem: dlaczego nie wywalić policji z meczów? Dlaczego nie obarczyć całą odpowiedzialnością kluby sportowe? Przecież mogą wynajmować agencje ochrony. Tak, to by musiały być prywatne wojska prawie, żeby sobie poradzić z bezmózgą dziczą kiboli, ale co mnie to obchodzi? Dlaczego nasze wspólne pieniądze idą na ochronę meczy? Dlaczego kiedy w moim mieście są derby, to 1/3 głównych arterii miasta jest zablokowana, ludzie boją się wyjść na ulicę i chyba większość radiowozów, suk i samych gliniarzy musi kręcić się wokół stadionu? Dlaczego te pierdolone derby to jedyny moment keidy widzę w powietrzu nad miastem policyjny śmigłowiec? Pewnie poza tym wydarzeniem nie ma na niego pieniędzy? Niech mnie ktoś oświeci, jaki jest powód tego wszystkiego, bo próbuję jakiś znaleźć i żadnego nie widzę.

I gówno mnie obchodzą sami kibice, najbardziej by mi odpowiadało gdyby się sami nawzajem pozabijali. Śmierć wam, skurwiele.

Badź grzeczny zaraz bo
przyjedzie i zabierze cię daleko stąd
doktor-łowca snów
on chce też coś mieć

w białym przyjdzie pan
zastrzyk da na zawsze ci, nie boli nic
poczeka parę chwil
nie bój się

pewnie już tu jest
czego chcesz? od dawna wiesz: nie jesteś zdrów
czemu złościsz się
on chce też coś mieć

nie płacz
nie płacz
nie płacz
tam gdzie my, ludzie i muchy też są

ile byłeś wart:
na fajki i butelki dwie
chyba cieszy się
w końcu ma co chciał

nie płacz
tam gdzie my, ludzie i muchy też są

nie płacz
tam gdzie my, ludzie i muchy też są

znany zespół na M - Czytanka dla niegrzecznych

 
1 , 2