podróże przez czas, przestrzeń i myślnię.
środa, 30 stycznia 2008
Zaa paa daa mmm sięęeem
13:06, lenahtan
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 28 stycznia 2008

Przypomniał mi się ktoś.

Devious movements in your eyes
Moved me from relief

Ciepła, cicha i bardzo bardzo senna atmosfera połączyła się z dzwiękami.

Breath comes out white clouds with your lies
And filters through me

Dzwiękami, które kiedyś, kiedy interesowała mnie klasyfikacja muzyki, uważałem za esencję progresywności, której tak naprawdę wtedy nie rozumiałem.

You're close to the final word
You're staring right past me in dismay

Nawet nie wiem czy lubiła te piosenkę. Ale skojarzenia strzeliły. W końcu nawet sam tytuł. Bleak.

A liquid seeps from your chest
And drains me away

Nie chodzi o jej charakter, ani usposobienie. Ani sposób bycia, manifestację, nic. Szczypta zagubienia jak lukier na trochę nieudanym deserze dobroci, niewinności i naiwności. No i uważała się za kogoś... coś ją ciągnęło... nie wiem gdzie.

Mist ripples round your thin white neck
And draws me a line

Wino. U niej, z nią, za osiedlem. We troje. Wycieczki rowerowe. Za lotniskiem była taka jakby dolina, blisko najniższego punktu w mieście. To nie było zadupie, to była dzicz. Strumień, bagniste rozlewiska, ciemne krzaki. Jesień chyba, no bo takie posępne drzewa. Mgła, zatęchłe koślawe bryły szarości porozwieszane w powietrzu jak dekoracja w teatrze. Jakby ktoś wylał wodę na obrazek namalowany akwarelami. A konkretnie szarą akwarelą. Zupełnie jak okładka albumu z którego pochodzi Bleak. Ile w tym wspomnień, a ile neo-wspomnień, skojarzeń i artefaktów podświadomości?

Cold fingers mark this dying wreck
This moment is mine

We troje. Trójka przyjaciół. Triada. Gryzący, krzyczący, pstrokaty i jawnie godzący w zdrowy rozsądek przykład, że wbrew temu co powie każdy inżynier, trójkąt nie jest wcale najstabilniejszą ze struktur.

Nightfall's again
Taking what's left of me

Wyszło jak wyszło, nie mam z nia kontaktu już właściwie od kilku lat. Ale coś mi mówi, że jest już kimś trochę innym.

Slight twists
Shivering corpse
Ornated with water
Fills the cracks
Clasped in my limbs by tradition
This is all you need.

A teraz, nastepna piosenka na płycie, Harvest. Pamiętam: tę na pewno lubiła.

niedziela, 27 stycznia 2008

Program diagnostyczny flex lm mówi: 

"telnet" port (23) on node KOTEKLAN does not respond
->if KOTEKLAN is a Unix system, it's probably down
No tak, bo jakby Unix stał, to by odpowiadał. Die hard.

Wczoraj obudziłem się wśród niebezpiecznych myśli. Jakieś pół godziny później w końcu wstałem, cały spocony i zmęczony. Co zrobić z tak rozpoczętym dniem?

Pojechałem do Mariusza, pogadaliśmy o projekcie, ustaliliśmy budżet tak wstępny jak tylko sie dało, wyszedłem od Mariusza. Na przystanku sobie przypomniałem, że zostawiłem klucze razem z pendrivem podpiętym do jego Toshiby. Musiałem wrócić. 25 minut w plecy, kiedy akurat mi się spieszyło.

A to dlatego, że obiecałem Michałowi ścianę najpóźniej o 16, a o 16.05 byłem w domu. Szybki obiad, szybkie pakowanie i niezbyt szybkie dotarcie do ośrodka - kretyni z pizzeri zastawiają samochód Michała, kasa się kończy więc trzeba zapieprzać na drugi koniec największego centrum handlowego do bankomatu a później jeszcze szukać magnezji. Marki Mammoth, zajebista.

W międzyczasie przeszła wichura, o której kompletnie nic nie widziałem. Na ścianie nic nie było widać ani słychać. Tylko jak wyszliśmy to się zdziwiłem dlaczego jest mokro i dlaczego jakiś debil porozrzucał po całym drewnianym chodniku takie "dywaniki" antypoślizgowe. Jak się dziś rano okazało, debilem tym był wiatr.

Jak wróciłem to już nie miałem siły patrzeć na ostatnie (miejmy nadzieję) zaliczenie. Więc powinienem od tego zacząć dzień dzisiejszy. No ale jak na razie robiłem co innego. Czytałem o możliwych powodach recesji na światowych rynkach (powinniśmy się bać, tylko wszyscy udają, że o tym nie wiedzą/nie pamiętają), obejrzałem program o chemii w gotowaniu i czytałem o środowiskach generowania obrazu 3d w grach komputerowych. Jednym słowem, o pier da lam się aż miło.

I jest 14.07 a ja czuję się, jakby było rano. Zresztą, wstałem nie tak dawno temu. I siedzę w piżamie. Co więcej, chyba zaraz znowu sie położę. Bo jak na razie to tylko patrzę się tępo, nie myślę o niczym i piszę pierdoły.

czwartek, 24 stycznia 2008

Perfect little dream, the kind that hurts the most, forgot how it feels (well, almost). No one to blame, always the same. Open my eyes, wake up, wake up... wake up...

WAKE UP IN FLAMES!

Bębenki płoną. Budzik ma zadzwonić za pół godziny, a mnie półtorej godziny temu brutalnie zerżnięto, gwałt przez uszy. I nawet nie wiem czy to sąsiad się bawi wiertarką czy już rury wodociągowe w piwnicy wymieniają. Zło.

Smashed up my sanity, smashed up my integrity, smashed up all I believed in, smashed up what's left of me. Smashed up my everything, smashed up all that was true, gonna smash myself to piecies, I don't know what else to do.

Bo rury będą wymieniać. A u nas w kuchni zabudowane. Najgrubsza płyta kartonowo-gipsowa jaką w życiu widziałem. Lepiej żeby szanowni panowie z ekipy mieli jakieś dobre narzędzie do cięcia. I żeby byli chudzi, coby się mogli zmieścić w dziurze po 6 kaflach.

How does it feel? Suck, suck, suck!

Czuje się zmęczony, jakby inni ludzie męczyli mnie samą obecnością. Ale z drugiej strony, w obecności innych ludzi zapominam o zmęczeniu. I może zapomnę o tym jaki jestem zajebiście niewyspany. Egzamin o 12. Jutro następny. Dziś za wiele nie umiem, jutro nie będę umiał nic. Powoli tracę możliwość skupiania się, nie wiem, czy to z lenistwa, zmęczenia, czy przez myśli które mi zatruwają umysł.

A thousand lips, a thousand tongues, a thousand throats, a thousand lungs, a thousand ways to make it true, I want to do terrible things to you.

Ale chuj z egzaminem, nie będzie mi żabojad pluł w twarz! Lepiej się zastanówmy co zrobić w ferie, jeśli się zdarzy posiadanie minimalnych choćby ilości wolnego czasu... Co miało kurwa znaczyć "jak przyjadę"? Nie nie nie, paranoja. Jeszcze nie czas na rozważania o tym.

Wishe there was something real, wish there was something true! Wish there was something real in this world full of you!

A severe lack of understanding jako słowo-wytrych przenosi się do wszystkich sfer życia, już własnej matki nie rozumiem i nie wiem co i dlaczego robi. Ale może to lepiej.

Don't open your eyes, you won't like what you'll see. The devils of truth steal the souls of the free.

środa, 23 stycznia 2008

 

As one aflame, laid bare by desire.

 

wtorek, 22 stycznia 2008

No to ten. Równo rok temu o tej porze piłem litewską wódkę z Amerykanami w drewnianych kontenerach mieszkalnych pod Kopenhagą. Jakkolwiek abstrakcyjnie to brzmi. W ogóle z jednej strony mam wrażenie, że to było taaaak straaasznie dawno temu, a z drugiej strony nie wiem kiedy ten rok minął. Zwłaszcza ostatnie miesiące. I nie wiem teraz czy to dobrze, czy źle?...

Tymczasem, napisałem całkiem nieźle egzamin do którego przygotowywałem się łącznie godzinę, oddałem (teoretycznie) przed sesją jeden projekt i właśnie skończyłem następny. Aha, i znalazłem swój indeks w dziekanacie, co wbrew pozorom proste nie było. No, ale dobrze, że go nie zgubiłem (jak co semestr nie mogłem wykluczyć tej możliwości). Jutro jeszcze odwiedzę dziadka, skseruję materiały na poprawę egzaminu sprzed świąt i zadzwonię do szefa, żeby mu powiedzieć, że znowu nie przyjdę do pracy w środę i piątek. Później jeszcze tylko nauczyć się na dwa egzaminy, skończyć ostatni projekt i wytłumaczyć się dlaczego dopiero teraz, zadzwonić do 50 firm, może pójść na 2 albo 3 spotkania, zorganizować ośrodek, zrobić propagandę Organizacji i mieć nadzieję, że to wszystko da się przeżyć przez najbliższe dni i tygodnie. W międzyczasie zobaczyc się z Sensi, może zobaczyć się z kims innym, nadrobić kino, może pojechać do Krakowa albo Gdańska. Kurwa mać! Źle nie jest.

poniedziałek, 21 stycznia 2008

"21 stycznia - najbardziej dołujący dzień roku" - says onet.pl.

"Dlaczego? - Końcówka stycznia to czas, gdy dochodzi już do nas fakt, że w łeb wzięły nasze noworoczne postanowienia. Pozbywamy się złudzeń, że rozpoczęty rok będzie łatwiejszy niż poprzedni, i dochodzi do nas, jak dużo pracy nas w nim czeka. Dodatkowo coraz boleśniej odczuwamy wydatki poczynione na Boże Narodzenie, po kieszeniach coraz bardziej biją nas kredyty, które pozaciągaliśmy na prezenty, a na konta nie zdążyły jeszcze wpłynąć styczniowe pensje. Dodatkowo nie mamy w perspektywie wolnego dnia od pracy, a do wakacji jeszcze kupa czasu."

:D

Jak to dobrze, że z rana mi humor poprawiają. Jakoś totalnie nic mnie stąd nie dotyczy. Noworoczne postanowienia są dla naiwnych idealistów, podobnie jak wiara, że następny rok może być łatwiejszy, niż poprzedni. Kredyty na Święta - no cóż, póki co, mam absolutnie wygodny przywilej uważania tego za głupowę, obym nie musiał tego rewidować nigdy. Czas wolny - za kilkanaście dni. Zobaczę się z kimś fajnym, powspinam się, może pojadę gdzieś. Żyć nie umierać.

(i oby ten zastrzyk adrenaliny który pozwala mi być tak hej do przodu trwa jak najdłużej)

odtt-tt-tt rheeeeeEEEEeeeEeEeeEEEEeeeeEEEeEEeeEEEeeeEEEeEeeeEEe aa-aa gugu agugu... JE!

Udawanie lekkiego upośledzenia umysłowego jest dla mnie tak relaksujące

że zaczynam podejrzewać

że to jest jakiś naturalny stan spoczynkowy i

że każdy umysł do niego dąży

że-by uzyskać najniższą energię

że niby entropia

rośnie.

 Naprawdę muszę odreagować.

niedziela, 20 stycznia 2008

Jakoś tak cały dzień za mną to chodziło:

błękitne wirujące czworoboczne trójkąty

Terry Pratchett, Blask Fantastyczny 

Umc, umc, wiruje! Wiruje! Kolorowo! Wirujący seks, w rytmie paraboli, które tańczą, psychotropków, które tańczą... A szaman sobie nawpychał do odbytu halucynogennego dobra, z czerwonym kapelusikiem w białe kropki.

Co ten biedny zmęczony mózg musi znosić. 

 
1 , 2 , 3