podróże przez czas, przestrzeń i myślnię.
środa, 31 stycznia 2007

Może trochę za wcześnie na jakiekolwiek opinie, ale mam wrażenie że Dunczycy są trochę dziwni. Cały czas gadają o swojej rzekomej eko-świadomości, uważając się za naród super-oświecony w sprawach środowiskowych. I niby mają trochę racji.

Ale palą śmieci. Mogą się chwalić że mają mało wysypisk ale jakoś mnie to szczególnie nie cieszy bo zamaist tego śmiecą w atmosferze która już jest jedna dla wszystkich nas.

Druga sprawa: Kiedyśtam, bodajże jeszcze w latach 60. (pewnie jacyś zakręceni hippisi wtedy byli na topie) w referendum zadecydowali, że nigdy nie zbudują sobie elektrowni atomowej. Gdzie tu ekologia? (niestety, podobny problem jest u nas, ale przynajmniej my nie prónujemy wszystkim wmówić jacy jesteśmy ekologiczni)

Kolejna sprawa: Rowery. Jeden z pierwszych widoków w Danii jaki widziałem z autobusu była jakaś stacyjka kolejowa w malutkiej miejscowości przy której był mikroskopijny parking samochodowy i GIGANTYCZNY (jak dla mnie) parking dla rowerów. A później było tego jeszcze więcej i więcej, wszędzie ścieżki rowerowe, nawet na rondach, a samochodów wszędzie malutko, nawet na autostradach. Otóż nie jest to taki do końca świadomy i dobrowolny wybór Duńczyków, bo kupując w Danii samochód płaci się 180% wartości samochodu podatku! Tak, 180%. A komunikacja publiczna jest dość droga. Także rower jest po prostu najbardziej ekonomicznym (a nie ekologicznym, chociaż to przy okazji też) środkiem transportu dla takiego przeciętnego obywatela. Inna sprawa, że w końcu ktoś wybrał ludzi na wysokich stołkach ktorzy ustanowili takie podatki i nie zlinczował za to, ale coś mi się nie wydaje że gdyby zamiast tych 180% było, powiedzmy, 30%, ludzie tutaj nadal tak chętnie jeździliby rowerami. Można jeszcze polemizować że gdyby nie te 180%, nie byłoby pieniędzy na tak dobrze utrzymane ścieżki rowerowe, ale jeszcze tyle piwa nie wypiłem żebym sam z sobą polemizował.

00:06, lenahtan , DK
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 stycznia 2007

No więc jestem tu. W zasadzie to tutaj jest prawie tak jak w domu. Jedna różnica polegała na tym że przy zerowej pokrywie śnieżnej w Polsce i generalnie bardzo ciepłej zimie w całej Europie, przedwczoraj Dania przwitała mnie śniegiem i mrozem, który zresztą utrzymuje się do tej pory. Trudno, może być.

Inna różnica polega na tym, że tutaj jest CHOLERNIE drogo. Przykłady: Kajzerki (fakt, takie całkiem niezłe, ale jednak... bułki) - ok. 5zł. Za sztukę. Komunikacja miejska - jednorazowy bilet autobusowy z centrum Kopenhagi do DTU, gdzie studiuję (mniej niż 15 km w linii prostej, i autobus jedzie prawie prosto, bo autostradą, jakies 13 minut jazdy) - ok. 29zł. Taki sam bilet tylko 10-krotny - ok. 128zł. (wychodzi ponad dwa razy taniej niż 10 biletów pojedyńczych, ale to i tak jest kilkanaście złotych za kilkanaście kilometrów). Kabel ethernetowy, nie-crossowany, 1,5m - 40zł. (kupienie takiego w sklepie w Polsce to najwyżej jakieś 10zł, zrobienie samemu pewnie poniżej 2zł). Nie jest dobrze.

Ale to nie koniec. Studenci przyjeżdżający tu z Europy Zachodniej zazwyczaj dostają bardzo małe granty/stypendia od swoich rządów/uczelni, zwykle mniejsze niż Polacy, ale oni akurat mają podobne albo jeszcze wyższe ceny w domu, i po prostu stać ich na wiele. Z drugiej strony, tacy np. Czesi, którzy są chyba na mniej więcej podobnym do nas poziomie portfelowo-domowo-budżetowym, dostają prawie dwa razy więcej niż Polacy. Chyba jest kiepsko.

Ale są i pozytywne strony. :> International party time!

04:41, lenahtan , DK
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 stycznia 2007

No i przyszła ostatnia noc w swoim łóżku. Jutro jadę do tej całej Danii. Jestem wyjątkowo spokojny, w przeciwieństwie do kolegi z którym jadę, on jest potwornie podekscytowany i to tak raczej w negatywnym sensie tego słowa. Mi tam niczego nie jest żal zostawiać tutaj a i ku nowemu chętnie ruszam bo może coś ciekawego zobaczę albo kogoś poznam. Zresztą, to tylko parę miesięcy, a ja potrafię być cierpliwy. O ilę przeżyję na zupkach chińskich.

Jedno zdarzenie dnia dzisiejszego trochę mnie zdziwiło, trochę zaciekawiło i trochę rozbawiło. Na najpopularniejszym_internetowym_komunikatorze_tekstowym odezwała się moja była (pierwszy raz od ho-ho) i lakoniecznie stwierdziła, że jako że chyba już wyjeżdżam, to ona mi naprawdę życzy wszystkiego dobrego, niezależnie od tego czy w to wierzę czy nie. Otóż ciekawa sprawa, ale akurat naprawdę wierzę. :] Za dobrze jeszcze ją znam, nadal czasem wiem co czuje, czasem lepiej niz ona sama. Dziwne jest tylko to, że się odezwała, i to w takiej formie, z jej punktu widzenia to prawie jak ukożenie się. Nie przypuszczałem że przyzna się przed samą sobą do czegoś takiego, a ona przyznała się przede mną. Ciekawa sprawa. Ale jednak nie tak ciekawa jak Dania. Bon voyage!

00:28, lenahtan , DK
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 stycznia 2007
Wczoraj byłem na IFE zapytać o EKUZ. Powiedzieli że trzeba iść do NFZ i wziąć ze sobą umowę z DWZ. Dodatkowo dowiedziałem się że w EU EKUZ zastępuje E100. Skecz Monty Pythona? Nieee, życie.
poniedziałek, 15 stycznia 2007
Zadziwiające jak człowiek podświadomie kontroluje wiele procesów i czynności nie mając o tym pojęcia. Jechałem sobie tramwajem z głośną muzyką w uszach. Dwa czy trzy razy ktoś się na mnie trochę dziwnie spojrzał, ale nie wiedziałem dlaczego. Nagle, kiedy piosenka się skończyła, zorientowałem się że jakoś dziwnie oddycham, tak głośno (czego oczywiście nie słyszałem wcześniej przez słuchawki). I stoję sobie tak w tramwaju i oddycham jak chrapiący darth vader. Nic dziwnego że się ktoś na mnie gapił podejrzliwie. Oczywiście, jak muzyka się skończyła to od razu oddech wrócił do normy. Czy tylko ja mam takie problemy? :|
czwartek, 11 stycznia 2007

No, jeszcze nie jestem w Danii. Wyjeżdżam za 10 dni. Będę pół roku studiował na DTU, taka ichniejsza polibuda pod Kopenhagą. Myślę, że czasem coś tu skrobnę na temat życia w tamtych okolicach.

Na razię jednak skrobnę o życiu tutaj, ale wirtualnej obecności tam. Otóż DTU ma bardzo rozbudowany system informatyczny - zdecydowanie bardziej rozbudowany, bardziej użyteczny i przede wszystkim bardziej działający niż moja uczelnia w Polsce, Politechnika Łódzka. I nasuwa mi się tutaj taki zwrot "kultura internetu". Naprawdę, niedobrze mi się robi kiedy na stronach instytutów i katedr PŁ próbuję znaleźć jakąś nieskomplikowaną informację, typu adres mailowy do jakiegoś wykładowcy, przekopując się przez tony beznadziejnych witryn nieaktualizowanych od kilku lat, albo pełnych efekciarskich animacji ale pustych pod względem treści, a już zupełnie niedobrze mi się robi kiedy wywalczony, wyszarpnięty ze szponów dysfunkcyjnej sieci adres okazuje się być... nieaktualny, i naprawdę ważny mail poszedł się kochać tudzież wrócił do mnie, zamiast popłynąć do adresata... Przy tym, strony DTU są jak niebo. Wszystko na swoim miejscu, prawie wszystko także po angielsku. Mogę tam za pomogą jednego loginu odebrać pocztę, przeczytać ogłoszenia, ściągnąć legalne oprogramowanie na licencji studenckiej, zarejestrować się na przedmioty i poznać przyszłych kolegów. Brzmi jak reklama? Tak, niestety, ale nie mogę wyjść z podziwu, że można to zrobić i to tak dobrze. I każdy może sobie mówić co chce, ale niestety jednak jesteśmy 100 lat za Murzynami (przy całym szacunku dla tej rasy). Nawet w dziedzinie kultury internetu.

22:10, lenahtan , DK
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 stycznia 2007

Od paru tygodni, a może i miesięcy jestem naprawdę zrażony do polskich mediów (a w zasadzie głównie telewizji, z innymi mam na szczęście mniejszy kontakt). Wszystko, co ma jakikolwiek związek z newsami i publicystyką się zeszmaca, nawet kiedyś bardzo przeze mnie szanowana i lubiana tvn24. Redaktorzy schodzą na poziom polityków i zajmują się głównie nimi, nie zwracając uwagi na to, że ludzi to tak naprawdę niespecjalnie obchodzi. Ostatnio nawet Morozowski i Sekielski w jakimś wywiadzie przyznali się że czasem mają wątpliwości czy kogoś interesuje to co robią. (Oglądalność mają wysoką, pewnie, jak i podobne programy zwane "opiniotwórczymi" i wszystkie dzienniki i wiadomości, ale, przyznajmy szczerze, większość ludzi oglądają takie rzeczy po części z przyzwyczajenia, a po części w nadziei na nową aferę, nowe miesko, niech się leje krew, reality show w stolicy, sami nie widzą jak ich to ogłupia.) No więc jaki to jakże interesujący news wchodzi jako pierwszy we wszystkich dziennikach ostatnimi czasu? Ksiądz, biskup, metropolita-nie metropolita; urzędnik tak na prawdę. Boże, czy to naprawdę tak bardzo wszystkich obchodzi? Bo mnie na przykład w ogóle. I naprawdę nie wiem skąd to zdziwienie, sensacja, bulwersacja, jakby to sam Bóg na kogoś donosił. I co z tego, że współpracował? Jakie dzisiaj konsekwencje tego odczuwamy? Żadne. Czy przez te kilkanaście lat trzeciej RP gorzej wykonywał swój zawód kapłana przez to że kiedyś na kogoś donosił? Wątpię. Księża są tylko ludzmi, i jak wszyscy, popełniają błędy. Ten jeden popełnił i teraz za to zapłaci; będą następni, i to z pewnością wiele. Denerwuje mnie alergiczna reakcja na takie przypadki całego społeczeństwa, a może i właśnie nie całego społeczeństwa tylko znowu mediów? Co słychać w tv? Wszyscy jak jeden mąż "wyrażają obawy, że przez takie przypadki Kościół Katolicki w Polsce traci zaufanie społeczeństwa i wiarygodność." No chyba trzeba być kretynem żeby najpierw bez szemrania (i bez sensu) wierzyć w świętość całego kościoła jako instytucji, a następnie zrazić się do niego przez takie przypadki, które "nagle" wyskakują. Nagle, jasne, zupełnie nikt się nie spodziewał, że księża współpracowali z bezpieką, na pewno.

niedziela, 07 stycznia 2007

Od trzech tygodni nosiłem się z zamiarem rozpoczęcia nowego bloga. Nosiłem się i nosiłem, ale musiałem szablon wybrać, zastanowić się nad layoutem, kosmetyką, kategoriami, a na to zawsze brakowało albo czasu albo ochoty. Nie brakowało natomiast pomysłów na ciekawe wpisy. W głowie mi buzowały. Aż się dziwiłem że taki twórczy się nagle zrobiłem. No i oczywiście jak już jest szablon, wszystko gotowe, komputer z niecierpliwością czeka aż wyśle w internet pakiety pełne srebrnych myśli i złotych słów, akurat teraz mam pustkę w głowie. Ale chyba zawsze tak jest, przekora podświadomości (przynajmniej mojej) jest niezmierzona.

I tak, z trudem, ruszył mój nowy blog. Pierwszy wpis, o niczym. No cóż, widywałem gorsze początki.

04:19, lenahtan
Link Komentarze (1) »