podróże przez czas, przestrzeń i myślnię.
niedziela, 12 lipca 2015

Wiesz co? Byliśmy jak dzieci we mgle, jak ślepcy, jak stado antylop na polu minowym. Tak mniej więcej wyglądało nasze poruszanie się w czasie. Może minus te miny, napisałem tak, bo to nieźle brzmi, ale niekoniecznie ma sens. Otóż czas był niczym bezkresna płaska równina a my poruszaliśmy się po niej ruchami browna. Czyli, niby poruszaliśmy się, ale tak naprawdę nie było żadnego konkretnego kierunku w którym przemieszczalibyśmy się. Ani ty, ani ja. Ok, zbliżaliśmy się do siebie, ale brnąc w analogie fizyczne czy też chemiczne nazwijmy to przyciąganiem grawitacyjnym, aż tyle, ale nic więcej (choć studnia grawitacyjna była sroga, kilka razy ledwo się wyrwałem). Nie było żadnego atraktora, twojego, ani mojego, ani wspólnego. No dobrze, ty miałaś swoje mroczne atraktory, w kierunku których już mam nadzieję nie podążasz (czyli: nadal żyjesz), jednak nie było to o czym teraz myślę. Co teraz widzę. Co teraz czuję. Coś, co ciężko opisać osobom takim jak my wtedy, a jeszcze trudniej opisać osobom zwyczajnym, bo dla nich to takie oczywiste. Że jest jakiś cel. Tego nie było wtedy między nami, w sensie ani w tobie ani we mnie, chyba w tobie nie, w moim sercu wtedy pustka w dziedzinie drogowskazów, punktów docelowych i adresów destynacji. Dlatego: dzieci we mgle. Rozumiesz już czytelniku co chcę przekazać? Przypominam sobie swój stan umysłu, wgrać sejwa serca, i tam było bardzo dużo nazbieranych artefaktów duszy ale mały progres w journalu podróży. Bo nie było właśnie celu. Było to wtedy na swój sposób adekwatne, takie odbijanie się od tego co przyniesie życie, np. ciebie. Naprawdę, do dziś chwalę sobie pewne aspekty filozofii "reaching out to embrace the random", jednak ten random, my, nasze spotkania na naszych drogach i odbicia jak kulek we flipperze były trochę zbyt randomowe, z dzisiejszego punktu widzenia. Zbyt mocne i destrukcyjne, nigdy nie było wiadomo czy nie pojawi się wgniecenie albo rysa po takim probabilistyczno-kinetyczno-socjologicznym evencie (wiadomo było!). Widzę to teraz, z wydawałoby się prostej ścieżki, która nawet jak się zakręci to będzie drogowskazem w czasie i przestrzeni, nie to co wtedy. Bo wtedy, dzieci we mgle. Mogę myśleć nad tym godzinami a i tak nie rozkminię tych zagadek życia.

02:58, lenahtan
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 grudnia 2014

Zechciałem, więc wróciłem. Faktycznie, to wcześniej okazało się kłamstwem. Nie o tym jednak.

W ten weekend byliśmy u znajomych, świeżo po ślubie i podróży poślubnej, ona w 7 tygodniu ciąży, bardzo szczęśliwi. I bardzo lubiani przeze mnie. Spotkaliśmy się w ich nowym mieszkaniu które wynajmują od grudnia. Obejrzeliśmy zdjęcia z USG, z wakacji nasze, ich, wspólne, z ich wesela. W międzyczasie wpadła jeszcze inna para znajomych, a w kolejnym międzyczasie nastukałem się jak głupi i zasnąłem w trakcie imprezy. Rano obudziły nas rozmowy i chodzenie naszych gospodarzy. Ją bardzo bolał brzuch i miała krwawienie. Trochę się przestraszyła. Później jeszcze trochę pospaliśmy/poleżeliśmy. Ją nadal bolało i krwawiła. Szybko poszukaliśmy w necie jakiegoś lekarza i pojechali razem taksówką. My zostaliśmy sami w ich mieszkaniu, jak się okazało, na kilka godzin. On pisał, że niestety ciąża jest zagrożona i ona musi zostać w szpitalu. Później przyjechał do mieszkania, pomogliśmy mu spakować ją do pobytu w szpitalu. Był w strasznym stanie. Mówił że nie wiadomo jak będzie. Później dostawał wiadomości i mówił że chyba nic z tego nie będzie. Głos mu drżał. To było okropne. Spakowaliśmy jej rzeczy, wzięliśmy swoje i wyruszyliśmy w drogę powrotną. Następnego dnia, czyli wczoraj, przyszła wiadomość: poroniła.

Gdybym to wszystko usłyszał, to byłoby mi przykro, to byłoby tak samo straszne, ale nie przeżywałbym tego tak mocno. Zobaczyć ich jednego dnia snujących plany na przyszłość, conajmniej tak szczęśliwych jak ja a może i bardziej, a kolejnego dnia zupełnie niezasłużenie spadających w być może najgorszy moment ich życia... Nie mogę sobie z tym poradzić.

Z jednej strony chciałbym to zapomnieć, ale z drugiej, wiem, że muszę pamiętać. Muszę pamiętać o Kostku.

21:29, lenahtan
Link Komentarze (1) »
piątek, 13 grudnia 2013

Kiedy tylko zechcesz, wróć.

21:50, lenahtan
Link Komentarze (2) »
sobota, 30 listopada 2013

Wczoraj skończył się 3-tygodniowy sprint w pracy. Mocno mnie zmęczył ten sprint. A ostatni tydzień to już w ogóle mnie zniszczył. Wczoraj ostatkiem sił w pracy, ledwo ledwo Masa i w domu bardzo bardzo bardzo powoli posiłek, nie-wiem-po-co-facebook, 2 strony książki i zgon. I po prawie 10 godzinach snu oczekuję trochę lepszego samopoczucia niż ZAMUŁA TOTALNA Z BÓLEM GŁOWY!? No hello?

Tymczasem zaraz musze się szykować na offroad.

09:41, lenahtan
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 listopada 2013

I stand corrected
Guess it just wasn't meant to be
I know I'm maladjusted
Crushed what's inside of me

I know of no remedy
I know not how to cease
This feeling of hate in me
I just want to see you bleed

I know what I want
I want to stop seeing red
I know what I want
I just want to see you dead

Don't want your explanations
I really couldn't care less
I've got my own reminder
A scar acros my breast

You are a faker anyway
Ever up for a quick release
Infect everyone around you
Cover up your own disease

I know what I want
I want to stop seeing red
I know what I want
I want to see you dead

Android Lust - Stained, jakże zajebista piosenka, nawet po drugiej stronie.

00:40, lenahtan
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 31 października 2013

Przestrzeń i wiatr we włosach, dużo świeżego powietrza, tak dużo, że aż można się nim upić.

A Wroclove, cóż... Wroc-love. Dobrze mi tak jak jest. Nie jestem pewien przyszłości, ale teraz jest dobrze.

07:55, lenahtan
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 października 2013

Jutro Wroclove.

A dziś zostałem rozpuszczony i rozbity na drobne chujki w sferze emocjonalnej przez kawałki alkoholu, muzyki i kontaktu. Nawet nie wiem dlaczego. Chyba po prostu jakieś napięcia psychiczne wyszły, nawarstwione ostatnio pod skórą. A fizyczne zmęczenie jeszcze rozluźniło okowy psychy. No i jestem związany z tobą, wiesz? Wiesz. Zabawne było jak ty mi to napisałaś. Byłem jak "no w końcu zauważyłaś". ;)

23:48, lenahtan
Link Komentarze (2) »
niedziela, 29 września 2013

 No one wins at this game
Throwing knives in your pain
And even though you're lying down now
You're fighting in a war zone
Between the world and your brain

You hide your pride
Why can't you see
Can't you see, can't you see
You are your own worst enemy

You are what you despise
Blame is only a compromise
Anger is your bow and arrow
It's better than a shield for your sorrow
But nothing's hurting inside

You hide your pride
Why can't you see
Can't you see, can't you see
You are your own worst enemy

All the good things you have
Always end up with someone else
And you blame that they are stealing
All the big plans you made
Will explode and you'll suffocate
From the anger you are feeling

You hide your pride
Why can't you see
Can't you see, can't you see
 You are your own worst enemy

22:12, lenahtan
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 września 2013

Znowu śniła mi się Żaba. Tylko tym razem została z niej sama świadomość, że to ona. Urosły jej piersi do rozmiarów obfitych, i w ogóle cała zmieniła się w Angelinę Jolie. Skąd to wiem? Była w tym śnie naga. Wszędzie chodziła naga. Naga w sensie wyzwolona-naga. Jakaś radosna reinterpretacja moich zatartych wspomnień jej osoby zderzonych z wyolbrzymionymi fantazjami na temat hippisów, reinterpretacja w wykonaniu podświadomości.

Zaczynam zastanawiać się, jakie jest miejsce tej podświadomości w moim modelu zwierzęcia opętanego przez złego ducha-oprawcę, samoświadomość. Zwierzę, czyli wszystko od pnia mózgu w dół włącznie, na moment dostaje dostęp do mocy obliczeniowej domu samoświadomości, kory mózgu, kiedy ona sama śpi i jest wyłączona? Zwierzę nie wie co zrobić z taką moca obliczeniową i zapuszcza losowe algorytmy operujące na danych z losowych wspomnień?

22:34, lenahtan
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 września 2013

W pewnej chwili poczułem się jak w Warszawie, ale tej pracowej. Smutne i zdecydowanie niefinezyjne wykończenie pustego, niedużego pomieszczenia na 14 piętrze. Widok za oknem - akurat z tej strony - na pierwszym planie garstka podobnych biurowców. Pod nogami typowa wykładzina, wielki parapet z systemem grzewczo-wentylacyjnym, tanie profile z cieńkiego plastiku w których biegną kable elektryczne i sieciowe, zakończone tanimi gniazdami z cieńkiego plastiku, rj-11, rj-45, zasilanie, zasilanie z podtrzymywaniem z blokadą. Delikatne muśnięcie masy krytycznej neuronów, skojarzenie strzeliło, przez ułamek sekundy jestem w tak samo nijakim biurowcu na Twardej. Np. w gabinecie mojego imiennika, szefa portali i aplikacji tonącego okrętu. Albo w dowolnym innym, generyczność jest powodem tej niepotrzebnej nuty smutku i rozgoryczenia nijakością.

Ale to był moment. Poza tym nie jest tak źle po przeprowadzce całego działu do nowego budynku. Niemniej jednak tę mikroskopijną, dobijająco nijaką salkę koniecznie trzeba jakoś zmienić, bo samo spędzanie tam codziennie piętnastu minut może doprowadzić cały zespół do serii samobójstw, w mojej prywatnej ocenie.

Nie o tym chciałem jednak.

Ona opowiada mi o swoim byłym facecie. Widziałem go, nie raz nawet, pamiętam go z 2 czy 3 okazji, całe eony temu, robili oboje porównywanie zajebiste wrażenie. Nagle, po latach, wrażenie rozsypuje się na proch! Chłonę informacje o kimś mi obcym, których nie powinienem w ogóle mieć. Informacje, których wolałbym nie przyswoić. Nagle, zostaję siłą wepchnięty w czyjeś życie, a raczej na czyjeś życie, razem z buciorami, ktoś przeciąga mnie we wszystkie strony, a ja chcąc nie chcąc depczę tymi grubymi podeszwami po czymś do czego nie mam prawa. Po obcych snach, marzeniach, cierpieniach. Okazuje się, że nath ma zadziwiająco dużo empatii, tyle że jest ona trigger-happy, strzela w randomowych kierunkach i ukierunkowuje się nie na osoby na które powinna. Więc coś między żalem, zrozumieniem, współczuciem dla obcego gościa, i tą cholernie ludzką chęcią pójścia do cyrku i zobaczenia widowiska, freak show. Tyle, że ten cyrk naprawdę istnieje, nazywa się facebook. Więc idę tam i znowu uprawiam "lizanie internetu", smak rdzy między zębami a językiem. Dopisuję sobie historie do zdjęć, wpisów, opisów, linków do piosenek. Jest to proste, wszystko jest okraszone datami. Historia dramatu opisana na krótkim odcinku linii czasu. Nad tym wszystkim śpiewa Kasia Nosowska "A kiedy ona cię kochać przestanie..." Ciary na plecach. Życie jest dziwne.

00:38, lenahtan
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 65