podróże przez czas, przestrzeń i myślnię.
Blog > Komentarze do wpisu

Żółknący plastik i szara wykładzina pachnąca kurzem, smak rdzy i głos Katarzyny

W pewnej chwili poczułem się jak w Warszawie, ale tej pracowej. Smutne i zdecydowanie niefinezyjne wykończenie pustego, niedużego pomieszczenia na 14 piętrze. Widok za oknem - akurat z tej strony - na pierwszym planie garstka podobnych biurowców. Pod nogami typowa wykładzina, wielki parapet z systemem grzewczo-wentylacyjnym, tanie profile z cieńkiego plastiku w których biegną kable elektryczne i sieciowe, zakończone tanimi gniazdami z cieńkiego plastiku, rj-11, rj-45, zasilanie, zasilanie z podtrzymywaniem z blokadą. Delikatne muśnięcie masy krytycznej neuronów, skojarzenie strzeliło, przez ułamek sekundy jestem w tak samo nijakim biurowcu na Twardej. Np. w gabinecie mojego imiennika, szefa portali i aplikacji tonącego okrętu. Albo w dowolnym innym, generyczność jest powodem tej niepotrzebnej nuty smutku i rozgoryczenia nijakością.

Ale to był moment. Poza tym nie jest tak źle po przeprowadzce całego działu do nowego budynku. Niemniej jednak tę mikroskopijną, dobijająco nijaką salkę koniecznie trzeba jakoś zmienić, bo samo spędzanie tam codziennie piętnastu minut może doprowadzić cały zespół do serii samobójstw, w mojej prywatnej ocenie.

Nie o tym chciałem jednak.

Ona opowiada mi o swoim byłym facecie. Widziałem go, nie raz nawet, pamiętam go z 2 czy 3 okazji, całe eony temu, robili oboje porównywanie zajebiste wrażenie. Nagle, po latach, wrażenie rozsypuje się na proch! Chłonę informacje o kimś mi obcym, których nie powinienem w ogóle mieć. Informacje, których wolałbym nie przyswoić. Nagle, zostaję siłą wepchnięty w czyjeś życie, a raczej na czyjeś życie, razem z buciorami, ktoś przeciąga mnie we wszystkie strony, a ja chcąc nie chcąc depczę tymi grubymi podeszwami po czymś do czego nie mam prawa. Po obcych snach, marzeniach, cierpieniach. Okazuje się, że nath ma zadziwiająco dużo empatii, tyle że jest ona trigger-happy, strzela w randomowych kierunkach i ukierunkowuje się nie na osoby na które powinna. Więc coś między żalem, zrozumieniem, współczuciem dla obcego gościa, i tą cholernie ludzką chęcią pójścia do cyrku i zobaczenia widowiska, freak show. Tyle, że ten cyrk naprawdę istnieje, nazywa się facebook. Więc idę tam i znowu uprawiam "lizanie internetu", smak rdzy między zębami a językiem. Dopisuję sobie historie do zdjęć, wpisów, opisów, linków do piosenek. Jest to proste, wszystko jest okraszone datami. Historia dramatu opisana na krótkim odcinku linii czasu. Nad tym wszystkim śpiewa Kasia Nosowska "A kiedy ona cię kochać przestanie..." Ciary na plecach. Życie jest dziwne.

środa, 11 września 2013, lenahtan

Polecane wpisy

  • Epitafium dla dzieci we mgle

    Wiesz co? Byliśmy jak dzieci we mgle, jak ślepcy, jak stado antylop na polu minowym. Tak mniej więcej wyglądało nasze poruszanie się w czasie. Może minus te min

  • Za Kostka

    Zechciałem, więc wróciłem. Faktycznie, to wcześniej okazało się kłamstwem. Nie o tym jednak. W ten weekend byliśmy u znajomych, świeżo po ślubie i podróży poślu

  • You want to see me dead

    I stand corrected Guess it just wasn't meant to be I know I'm maladjusted Crushed what's inside of me I know of no remedy I know not how to cease This feeling o