podróże przez czas, przestrzeń i myślnię.
Blog > Komentarze do wpisu

Spowiedź

Nie biegałem już chyba od ponad tygodnia. Znowu się opuszczam; czasu zaczyna brakować. Dziś do 2 w nocy udawałem że pracuję, co bez względu na efekt (marny zresztą) nie jest dobrym kitem na zaklejenie 2, 3 a może i 4-tygodniowego opierdalania się. A jutro tam idę i się tłumaczę. Nienawidzę tego słuchać, Przemek (kierownik) nie jest zły, on ogólnie jest bardzo uprzejmy, "Nathanel, zależałoby mi, żeby to jak najszybciej skończyć..." Kurwa mać. Wiem.

No więc nie biegam. Szedłem stałą trasą (pijąc o godzinie 21 nic wart napój energetyczny za 2.99zł, smakował kiepską oranżadą a zawartość kofeiny miał iście homeopatyczną; efekt: chce mi się spać od 22), zobaczyłem tam stare znajome drzewo, chyba jabłonka, ma koronę jak choinka. Z daleka wygląda jak dekoracja świąteczna, brakuje tylko lampek. W każdym razie, już bez liści. Kilka dni temu jeszcze tam były.

Mokry wieczór, kałuże na asfalcie, jesienne przemijanie (nie tylko) liści i to właśnie drzewo obok którego zawsze przebiegam przypomniały mi coś sprzed roku. (Boże, jak to dawno.) Wtedy: bieganie nie jako trening siły woli; ale: bieganie jako czyszczenie czaszkokibla, usilne, wielokrotne spuszczanie wody po tym gównie które mi wtedy spadło na głowę. Jakoś w wakacje pisałem, że zatoczyłem przez ten rok coś w rodzaju koła, ale nie trafiłem w to samo miejsce, przesunięcie w kolejnym wymiarze, można zwizualizować w 3d, wychodzi spirala, ładny motyw. O ironio losu.

Miał się zmienić kontekst, ale vagina nie. Jednak spirala się skrzywiła i wyrzuciła mnie z rocznej pętli czasu troszkę gdzie indziej niż planowałem. Tamta vagina zniknęła, pojawiłaś się ty, kontekst wrócił podobny. I teraz trochę tęsknie za tobą, nie da się ukryć, tęsknię za twoim tyłkiem, za twoimi oczami. I ten kontekst jest niby trochę inny, aura tymczasowości, wręcz zdziwienia, nie ma miliarda wspomnień, tylko garść dziwacznie przemieszanych doznań fizycznych i intelektualnych. Ale jednak, tęsknię. Nie wiem, czy bardziej chciałbym wgłębić się w dyskusję z tobą nt. 'czym jest Sztuka?' czy po prostu cię zerżnąć. Jedno i drugie.

Ale to już teraz nie ma znaczenia. "To już teraz nie ma znaczenia", taaak, te słowa się często pojawiały w naszych rozmowach. Rozmowa jak wyścig zbrojeń, "to już teraz nie ma znaczenia" jak rozwiązanie ostateczne, nuklearny holocaust, fraza, która daje ultymatywną przewagę nad drugą osobą i doprowadza do końca świata. Chyba oboje jej (tej frazy) nie lubiliśmy, ale to był w istocie wyścig zbrojeń, które pierwsze z nas sięgęło po "to już teraz nie ma znaczenia", to z nas wygrywało, nagle znajdując się na fali uderzeniowej pchanej rozsądkiem. "Tak musi być", najlepiej wszystko zjebać na fatalizm naszej sytuacji i racjonalizm, którym musimy się kierować.

Rzecz w tym, że teraz to już naprawdę nie ma absolutnie żadnego znaczenia.

Ale czy kiedyś miało? Czy naprawdę ci ufałem? Czy mogłem ci zaufać? Ta gliniana figurka którą dla mnie ulepiłaś - nie ta, która stała na półce, tylko ta, którą widziałem patrząc na ciebie (bo przecież w oczach innych ludzi jesteśmy jak gliniane figurki, lepimy je na pokaz dla otoczenia, taki a taki image, mniej lub bardziej świadomie) - czy była równie krucha? Też rozbiła się zaraz po tym, kiedy ostatni raz się widzieliśmy?

Czymkolwiek byłaś, dobrze wychodziłaś na zdjęciach. Zrobiłem ich więcej niż myślisz, nagrałem też filmy, patrzyłem na ciebie przez różne soczewki. Teraz moja podświadomość opycha się popcornem i rozwalona na wygodnej kanapie wtórności i naśladownictwa ogląda to wszystko kilka godzin na dzień, uczy się na pamięć twoich ruchów, twojego zachowania, twojego sposobu myślenia. Nieprawda, że nigdy się nie zobaczymy. Coraz więcej ciebie widzę w lustrze.

Mokry wieczór, kałuże na asfalcie. Lubię tę atmosferę. Od niej zaczęło się moje pisanie, tak naprawdę bazgranie, mimo że litery są równe i poroste, to chyba Verdana? Ten nastrój kiedy coś się leje ze mnie na klawiaturę, coś jak szlam. Piszę i nawet nie wiem sam ile w tym prawdy a ile szczerości.

środa, 31 października 2007, lenahtan

Polecane wpisy

  • Szary niedzielny poranek

    Chyba wiem, co będzie dalej. Ale szczegółów nie jestem pewny. The darker it gets, the stronger I am. And emptier. A Marlow zbliża się do Kurtza. Nie mogę się do

  • Dieta

    I sit beside the fire and think ... napisał poeta. Który napisał też kilka innych rzeczy, niekoniecznie wierszem, którymi ludzie się podniecają. Ja tam wolę wie

  • Old School Holywood Baseball

    Tak więc ostrzeliwany byłem ostro, chociaż z góry wiedziałem gdzie spadnie połowa pocisków. No i jakoś wyszedłem z tego obronną ręką z pięcioma palcami. Poza ty