podróże przez czas, przestrzeń i myślnię.
Blog > Komentarze do wpisu

Mieszane uczucia

Niebo przygasa. Siny ocean wysycha. Czasem tylko w momentach samotności, kiedy za oknem stal się leje z nieba zimnym strumieniem, coś wraca. Ale nie o tym dziś.

Zainstalowałem licznik. No cóż, niewiele odwiedzających, ale spodziewałem się jeszcze mniej. W końcu zorientowałem się, że w większości są to przypadkowe trafienia, przez szukanie na guglach słowa "fiuty" (fiuty mam w tytule jednego z wpisów). Ja jebe.

Praca stoi, a konkretniej, leży. Leży i stygnie. Co więcej, będzie dalej stygła kolejne kilka dni, bo...

Bo przyjęli mnie do tej pieprzonej sekty! Ciekawe, czy kogoś odrzucili, będą robić drugą rekrutację w tym roku akademickim, widocznie brakuje im świeżej krwi, łykaja wszystkich jak leci. Kolejny powód do niechęci. No, ale znowu nie o tym. Otóż, jadę na trzydniową "konferencję rekrutacyjno-integracyjną", zwaną pieszczotliwie "weźcie-20zł-gotówki-na-kaucję-dla-ośrodka-na-pokrycie-ewentualnych-zniszczeń"; krótko: na popijawę. I przeraża mnie ona, wizja 3 dni poza domem, akurat kiedy jestem leniwy, nic mi się nie chce, PRAGNĘ leżeć na suficie i patrzyć na tapczan albo odwrotnie, słuchać muzyki, iść do kina, na urodziny Basałaja, być z ludzmi których znam, wszystko, tylko nie *TO*. I przeraża mnie wizja popijawy, naprawdę mam nadzieję na jakieś idiotyczne zabawy w stylu teambuilding poprzez zjazd na linie albo budowanie wieży z balonów i papierowych kubków. Żeby się skupić na jakimś celu, na jakiejś aktywności, przez co ograniczyć interakcje. Bo jak to mają być wykłady (rzyganie samouwielbieniem, biegunka wzajemnego kadzenia sobie i, uwaga, z wielkiej litery, Organizacji) przeplatane imprezami (o, nie znamy się, potańczymy? poruchamy? porozmawiamy o arcyciekawych zagadnieniach z zakresu HR lub marketingu?), to ja... kurwa, nie wiem :( Wiem tylko, że im dłużej o tym piszę, coraz bardziej nie mam ochoty jechać, chociaż cały czas tak samo dobrze wiem, że lepiej dla mnie będzie, jak pojadę.

Poza tym... nie jest tak źle. Wlazłem wczoraj na dwie wyjątkowo wredne ścianki. W przypływie radości i entuzjazmu wpadłem na genialny pomysł, żeby w typowy dla siebie sposób zaznaczyć swoją obecność i magnezją nabazgrałem na suficie 12m nad podłogą krzywe LOL. I co? I nie wstydzę się tego dziecinnego gestu, co więcej, nadal poprawia mi humor :]

czwartek, 25 października 2007, lenahtan

Polecane wpisy

  • Świadome samoograniczenia

    Droga ku oświeceniu jest długa i wyboista, ale wcale nie musi być bardzo pokręcona. Sam nie wiem czy zmierzam ku oświeceniu czy ku jakiejś demencji młodzieńczej

  • Mistah Kurtz - he dead

    Skończyłem czytać Jądro ciemności Conrada. Mam mieszane uczucia. Z jednej strony było super, zwłaszcza do momentu spotkania Kurtza. Z drugiej strony po spotkani

  • Wtorek wieczór

    Na ścianie byłem. Telefon w szafce był. Wiadomości nie słyszałem. Jasne, chciałbym pogadać, a ty? Rzadko to proponujesz. In need? Noc muzeów spędziłem w

Komentarze
2007/10/25 22:03:23
dziecinny gest dziecinnym gestem, ale skoro humor poprawia, to zbędne są tłumaczenia, hihi :))